wtorek, 6 stycznia 2026

Osiemnasta myszka Wszechświecie

 

Gerhard Gluck

I po Świętach, nawet po Nowym Roku.

Ziemia rozpoczyna kolejny obrót wokół Słońca a my z nią. I choć nazywamy to Nowym Rokiem, we Wszechświecie jest to zdarzenie kompletnie normalne, tak normalne, że niezauważalne.
To tylko świadczy o tym, że wszelkie nasze ceremonie, przekonania, granice i nawet niespodzianki wymyślamy sobie sami. Trzeba wziąć odpowiedzialność, choć wygodniej zostawić ją tam gdzie jest i pójść dalej. 
Położyło się, niech leży...

Do biblioteki przyszła czytelniczka po książkę. Książka była specjalnie zamówiona na jej prośbę. Ale też warta poczytania, dlatego kupiłam. Kiedy paczuszka z książką przyszła, wysłałam smsa do czytelniczki, że jest. No i przyszła odebrać.
Po dwóch latach przyszła odebrać.
Nawet miała tę samą kartkę z tytułem tej książki. Nie pamiętała, że już ją zamówiła, że ją powiadomiłam. Nie przypominałam, powiedziałam, że książka jest i dałam. 
Wiem, że książki trafiają do każdego we właściwym czasie.
Czasem życie jest długim snem, a pobudka musi poczekać.

A książka dla ciekawych to "Wybór" Edith Eger.

Gerhard
No i właśnie myszka. Osiemnasta.
Pisałam w poprzednim poście, że siedemnaście relokowałam bez problemu.
Na Osiemnastej potknęłam się.
Najpierw pułapka nie zadziałała. Mysza wlazła, zabrała czekoladkę z orzeszkiem i czmychnęła. W sumie ok, nie wystraszyła się, pułapka dobrze nadal się kojarzy, wlezie drugi raz. Wymieniłam pułapkę na nową, włożyłam czekoladkę z orzeszkiem i poszłam do domku. Następnego dnia zaglądam do pułapki pewna, że myszkę mam. A myszki nie ma, choć pułapka zamknięta, znaczy zadziałała.
Otóż podniosła taką kieszonkę na końcu, w którą wkłada się zanętę i czmychnęła dołem. Czekolada i orzeszek znikły...
Lekko osłupiałam, bo jak....jak ona to wymyśliła w tym małym, mysim móżdżku?
Nabrałam szacunku do mysiego McGyvera.
Kilka dni karmiłam, czekolada, orzeszki, ziarenka, jabłuszko. Wszystko znikało, aczkolwiek jabłuszko najmniej, a czekolada najpierw :)
I nastawiłam pułapkę w końcu, licząc na to, że myszka ma krótką pamięć i tak dopieszczona żywieniowo straciła czujność. Taśmą zakleiłam kieszonkę by znów jej nie podniosła. Ha!
Następnego dnia zaglądam do pułapki i oczom nie wierzę...!
Owa pułapka ma na górze trzy dziurki, wywietrzniki. Cała jest z dość twardego plastiku. I ta myszka się złapała, ale postanowiła tym razem uciec górą. I użyła ząbków, by powiększyć dziurki na górze. Ząbki chyba ze stali ma, bo powiększyła, połączyła dwie dziurki i spróbowała się przecisnąć. 
I zonk...utknęła!!! Pół myszki na wolności, pół myszki w pułapce.
Popatrzyłyśmy na siebie, w jej oczach przerażenie i panika, w moich to samo.
Ratuj kobieto bibliotekarko podła!!!
Pobiegłam do magazynu po obcęgi, śrubokręty i nóż do papieru. Pułapkę delikatnie przeniosłam na biurko i piętnaście minut walczyłam o życie myszki. Matkobosko, żeby tylko jej nie uszkodzić, nie zranić, żeby jej nie bolało...W końcu jakoś połamałam ten plastik, choć mysza nie ułatwiała, piszczała wierciła się, walczyła na całego. Kiedy poczuła, że już nic jej nie trzyma, wyskoczyła jak z procy, przebiegła kilka kroków i schowała się za nóżką monitora. Ciężko oddychając wychyliła się i popatrzyła na mnie. A ja na nią, też ciężko dysząc. 
Byłam tak spocona, że nawet włosy miałam mokre, ona pewnie też nie lepiej. 
Powiedziałam do niej: zawieszenie broni myszo...
A ona zeskoczyła na podłogę i uciekła.
Przygnieciona poczuciem winy i niepokojem o jej zdrowie postanowiłam karmić dobrze i dać jej czas na dojście do siebie. Kładę na talerzyku smakołyki, znikają, więc chyba ma się dobrze.
Muszę kupić inną pułapkę/żywołapkę, bo tę już rozgryzła i to dosłownie.
Poza tym mróz, nie czas na relokację myszy...

Gerhard :)
I tak sobie żyjemy w Miasteczku.
A przynajmniej w Bibliotece.

Mieliśmy zamiar spędzić Sylwestra spokojnie, znaczy go nie zauważyć za bardzo. Ale nasi przyjaciele zadzwonili, że nie chcą siedzieć sami. W sumie, czemu nie. Zaprosiłam do nas. Zrobiłam musakę z mielonym mięsem co ogromnie ucieszyło Przyjaciela płci męskiej, bo on już 6 tygodni pości, jest prawosławny. Nie żeby chciał, ale Przyjaciółka nalega. Czego się nie robi dla żony....
W każdym razie dyspensa mięsna w gościach była mu bardzo na rękę :)
Ten Sylwester zapamiętam, bo po raz pierwszy od 10 lat oglądałam telewizję, konkretnie Sylwester z Dwójką. Mam wykupiony Canal+ a tam leciało na żywo. 
Cóż by tu powiedzieć...?
Nie spodziewałam się takiej tandetnej imprezy. Nie wiem, czy wcześniej po prostu nie zauważałam tego, bo oglądałam telewizję co dzień i byłam przyzwyczajona? Czy może tak bardzo podupadła nasza scena muzyczna a ja przez te 10 lat odwyku od mediów przegapiłam cały regres? Mam gust eklektyczny, słucham wszystkiego po troszkę. Ale tu zawiodła nawet Steczkowska i Kayah. Maryla Rodowicz była już tylko okropną plastikową wisienką na tym niesmacznym torcie.
Reszta towarzystwa nie pozwoliła mi wyłączyć tego widowiska, przegłosowano mnie. 
Pamiętacie tych dwóch staruszków w loży z Muppet Show?
Oni się dobrze bawili, Mąż i Przyjaciele też ;)
A ja jakoś przetrwałam...
Bo zawsze jest STING  💞



I tak to kręcimy już kolejny obrót wokół Słońca, ja i planeta.
Ja i Osiemnastka też, choć ona zapewne nie ma pojęcia o ruchach gwiazd i planet.
Ale ma czekoladę z orzeszkiem i jej to wystarcza do szczęścia.
Więc Wszystkim życzę takiego szczęścia jakie ma mała myszka w Bibliotece.
Tyle czekolady ile dacie radę zjeść i takiej wytrwałości ile mysza ma :)




Pozdrawiam Wszechświecie, nadal tańcząca z myszami, twoja Prowincjonalna Bibliotekarka

19 komentarzy:

  1. ładnie to brzmi, że zaczynamy kolejny obrót dookoła słońca. ale sugeruje, że minęliśmy start/metę i stąd początek, choć to oczywista abstrakcja. a myszka - Einstein. widać naczytała się książek i sobie radzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że czyta przez osmozę. Kiedyś w szkole, kładłam książkę z matematyki pod poduszkę na noc licząc, że wiedza wpłynie mi magicznie do głowy. Cóż, nie płynęła.
      Ale ta mysza wydaje się faktycznie być mysim Einsteinem.
      Gdzieś musiał być jakiś start naszego kawałka skały. Ale nie wiemy jaki i gdzie. Dobrego Oku...

      Usuń
    2. i najwzajemniej. trzymaj się cieplutko i niech trafiają się takie niecodzienne zauważenia.

      Usuń
  2. Imprezę oglądałam chcąc, nie chcąc, bo byłam u siostry, a tam ogląda się telewizję. No, cóż... mnie takie rzeczy raczej nudzą, ale z grzeczności nie protestowałam. Wolałabym porozmawiać niż ślepić w ekran. Przy tej okazji zaskoczył mnie szwagier poziomem swojej wiedzy o współczesnym rynku muzycznym (w końcu niegdysiejszy didżej) oraz bratowa poziomem nieprzepracowanych, spotęgowanych alkoholem emocji, niestety, nie z tych przyjemnych.

    Dla myszy wyrazy wielkiego szacunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, mysz niecodzienna, niezwykła i genialna :)
      Alkohol zawsze dezaktywuje systemy obronne i wypływa z człeka co do tej pory tamował. Czasem to dość nieprzyjemne patrzeć na to.
      To my mamy jakiś rynek muzyczny? Nie wyglądało. Wyglądało na rynek, taki jak u nas, targ w poniedziałek.

      Usuń
  3. Opowieść o myszce the best!
    Sylwestry już dawno nie robią na mnie wrażenia, maraton filmowy zrobiliśmy i lulu!
    Pięknego i zdrowego roku, Aniu:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysz biblioteczna, trafiła się taka wyjątkowa :) Karmię, bo co robić? Mróz na dworze. Jedzenia ilości małe znikają, myślę, że została już tylko ta jedna...Oby...

      Usuń
  4. Szczury też obdarowujesz taką wielką miłością co i myszy? No ja ich nie toleruję, chyba że są to szczury książkowe:)
    Nie jestem miłośniczką ludzi i sylwestra spędzamy od zawsze z dziećmi (obecnie z jednym), kotem i psem. Filmy, jedzonko i toast wodą z kranu, aż strach myśleć jaki ten rok będzie:)
    Tobie życzę dużo radości w tym Nowym:)
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze szczurami mam przykre wspomnienia z dzieciństwa. Zabijały małe króliczki. Ale wiesz, jak dorosły ojciec też je zabijał. Na szczęście od tamtego czasu nie spotkałam ani jednego szczura. Oprócz tych, które koty przynosiły, uduszone już, na wycieraczkę.
      I niech tak zostanie ;)
      Dobry będzie Rok, a jaki ma być? Na pewno było miło, z dzieckiem i zwierzętami :)
      Następnym razem będę domagać się filmów miłych na Sylwestra.

      Usuń
  5. Witaj
    A mnie zainteresowała historia z czytelniczką. Ja jak zobaczę jakiś tytuł, który mnie zainteresuje, to muszę mieć go już i natychmiast. Biegnę do biblioteki i pożyczam. A jak nie ma, to proszę o zakupienie. Panie bibliotekarki same proszą, aby takie potrzeby zgłaszać. Teraz jest jednak trudniej z zakupami. Coraz częściej są udostępniane jakieś linki do słuchania...
    Pozdrawiam bielą za oknem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiernie trwam przy książce papierowej. Zapach, dotyk, szelest kartek...nic tego nie zastąpi. A Wybór bardzo warto przeczytać :)

      Usuń
  6. No i przyszła prawdziwa, ostra zima a myszki wiedziały o niej dużo wczesniej, bo to madre stworzenia. Pchają sie do Ciebie, bo im u Ciebie dobrze. Nie zdziwiesię jak w końcu zaczną Ci jeść z ręki. Miałąm kiedyś białą myszke. Trzymalam ja w akwarium, ale często wypuszczałam i biegała sobie po domu. Przychodziła czasem na wołanie(miałą na imię Rózia) a najczęściej na dłoń z okruchami ciasta. Była taka ciekawska, słodka i ufna. Niestety, nie pożyła dłużej niż rok. Jako i szczurek Bilbo.I w jednym i w drugim przypadku nowotwów. To samo było ze świnkami morskimi. Co sie człowiek przywiaże, to odwiazać sie musi...
    Też z niesmakiem ogladałam wystepy sylwestrowe a jedynym, którym sie autentycznie zachwyciłam był Sting. To jest skromnosć, klasa i prostota a jednocześnie mistrzostwo. Na niego chciało sie patrzeć i chwiało sie słuchać.
    Dobrego roku, Aniu! Z chwilami zachwytów, pozytywnych wzruszeń i ciekawych inspiracji do pisania. Myszki biblioteczne świetnie tę role spełniają!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oswajam Olu Osiemnastki. Choć spojrzałyśmy sobie w oczy kilka razy :) Ale jej miejsce jest na zewnątrz. Czekam aż się ociepli :)
      Małe zwierzątka żyją krótko, taka planeta. Ale choć krótko żyją, wnoszą tyle dobrych uczuć w nasze życia. Warto.
      I wam dobrego roku Olu. Zdrowego przede wszystkim :)

      Usuń
  7. Osiemnastka to prawdziwa, cicha bohaterka. Jestem pod wrażeniem i rzeczywiście, życzyłabym sobie tyle wytrwałości ile ma to małe stworzonko. Szacun dla Osiemnastki. :) Niech żyje!

    Selwester z dwójką wg. mnie nic nie mówi o polskiej scenie muzycznej. Mówi natomiast, i to wiele, o publiczności i ich gustach, trudno jakoś mi napisać MUZYCZNYCH, bo pewnego rodzaju hałas trudno nazwać muzyką. ;/
    Telewizja jest dla większości, większość jest mało rozgarnięta i raczej niewymagająca. Im prościej, tym lepiej. To przecież nic nowego.
    Sting to klasa i jak ktoś napisał już nie raz, prawdziwa sztuka broni się sama. Nie potrzebuje się podpierać strusimi piórami, gołymi tyłkami i cyckami. Współcześnie na koncertach dla wyżej wymienionej WIĘKSZOŚCI muzyka jest coraz mniej istotnym tłem. Ważny jest SHOW. Muzyka to jakaś dokładka czasami wcale niepotrzebna. To strasznie smutne ale PRAWDA często jest szokująca i trudna do zaakceptowania.

    Ja spędziłam pięknego sylwestra na szycie góry w Szczyrku. Sypał śnieg, narciarze zjeżdżali ze Skrzycznego z latarkami na kaskach, my piłyśmy szampana na stoku. Cudnie i tak bardzo kulturalnie.
    Rozprawiałam potem z kilkoma osobami na temat tej kultury narciarskiej i wszyscy zgodnie twierdzą, że narciarstwo nie jest sportem dla Januszy. Bo narciarstwo wymaga determinacji, wysiłku, poświęcenia. Bo narciarz przechodzi prawdziwy chrzest już w momencie ubierania się i jeśli po założeniu; kalesonów, spodni narciarskich, krótkiego rękawa, długiego rękawa, tunelu na szyję, kurtki, rękawic (ja stosuję dwie pary), kasku. To oczywiście nie koniec bo teraz należy włożyć i ZAPIĄĆ :D buty narciarskie po czym zarzucić narty na ramię i zmierzać do wyciągu. Więc jak początkujący narciarz nie odpadnie w tym momencie to znaczy, że da radę.
    Da radę wjechać i oczywiście zjechać i potem znowu wjechać i zjechać i tak kilka godzin. I to wszystko w wichurze, we mgle, w mrozie.
    Jak to przetrwasz to już bakcyl narciarstwa umości sobie miejsce w twoim wnętrzu i tak już zostanie na zawsze. :)
    Janusze odpadają na pierwszych metrach.

    Dzisiaj u nas w Trójmieście prawdziwy armagedon pogodowy. Ja jutro mam lot o godzinie 6.10. Czy polecę? Zobaczymy.

    Wytrwałości i tej mysiej i tej narciarskiej życzę nam wszystkim w 2026 roku.
    Pozdrawiam z zaśnieżonego Gdańska. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za opóźnienie, czasem mam taki gorszy czas i wtedy trudno mi zrobić cokolwiek, poza rutyną.
      Osiemnastka jest faktycznie niezwykłą myszką. Karmię ją nadal, ona zjada tyle ile potrzebuje, czyli wcale nie dużo. Oczywiście czekoladę najpierw. Nie daję słodkiego codziennie, dostaje ziarenka dla ptaków, orzeszki ziemne, dynię, słonecznik. Czekam aż się ociepli, bo jednak nie może mieszkać w bibliotece :)
      Muszę powiedzieć, że nie miałam pojęcia o narciarstwie!
      Narciarz to dla mnie człek szczęśliwy, szusujący zboczem, lekki i radosny :) Nigdy nie myślałam, że to wymaga tyle wysiłku i samozaparcia. Faktycznie, trzeba pokochać, bo inaczej to się nie uda. Pamiętam jak było fajnie zjeżdżać na sankach a jak męcząco wciągać je na górkę.
      I masz rację, SHOW. Ale i ten show mógłby być dopracowany, nie taki idiotycznie siermiężny. Może to jednak chodzi o to, że tak odbiorców widzą włodarze mediów. A może sami mają taki gust?
      I może faktycznie, w większości i odbiorcy są tak żałośnie niewymagający...ech.

      Usuń
  8. Aniu, kobieto i skąd Ty wiesz, że to osiemnasta myszka:) A może to wciąż ta sama pierwsza myszka, w końcu przecież ją oszczedziłaś i wyniosłaś na swobodę, to sobie zapamiętała i wraca. A co? W opuszczonym domu zimno, a u Ciebie w bibliotece czekoladą karmią i jeszcze poczytać sobie można :))
    Aż ciekawa jestem jak to się dalej rozwinie, byle nie w kierunku przedstawienia Ci całej rodziny ;)
    Co do sylwestrowej imprezy w tv, to Sting był świetny! No, ale on jest klasą samą w sobie! Co do reszty nie wypowiem się, bo nie oglądaliśmy zbyt namiętnie zajęci rozmową. Telewizor odpalony został dla Stinga i efektu powitania Nowego Roku. Tak, że tego...:))
    Pozdrawiam z zaśnieżonego miasta serdeczności noworoczne przesyłając Hania C.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę mię życie zamiotło, więc przepraszam za brak odzewu Haniu. Czasem tak mam, że siedzę w kącie i nie wyglądam.
      Osiemnastka ma się dobrze jak mniemam. I fakt, nie wiem która to. Wynoszę je za blisko. Zalecenia specjalistów od myszy, każą je wywozić kilometr dalej. Więc może wracają...
      Ale na razie jedzonka które wystawiam znika mało a znikało o wiele więcej, więc cała rodzina jeszcze nie przybyła :)
      I ja pozdrawiam, 2026 już ciut się rozpędził, jest zima, mróz, biało...w sumie nie najgorzej.
      I nie latam jak nasze piosenkarki z gołą pupą, więc nie mam powodu narzekać na zimno :)

      Usuń
  9. Ta chwila przejścia miedzy Starym a Nowym przemknęła mi prawie niezauważona, coraz mniej potrzebuję celebracji, zwłaszcza zewnętrznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne celebrujesz coś innego, czasem może nieświadomie. I inaczej, ja tak mam.

      Usuń