niedziela, 7 stycznia 2024

Kłopot Wszechświecie

 


To jest Stefcia i ona nie jest kłopotem :)
To jest nowy kot mojej mamy, którego znalazła w swoim ogródku 4 tygodnie temu. Stefcia wpadła pod samochód prawdopodobnie, ma pękniętą miednicę, która ładnie się goi już. Jest też przemiła, przytulna i bardzo żwawa. Wniosła do domu mamy powiew optymizmu, radości i zabawy.
Widocznie Wszechświat uznał, że mama potrzebuje :)
A za Stefcią widać mój piec, który wybroniłam przed rozbiórką. I niech nikt się nie waży nazwać go kopciuchem! Takich pieców jest mnóstwo na Podlasiu a wystawienie nowego kosztuje krocie. I ludzie stawiają, nasz znajomy zdun ma zamówień na 2-3 lata do przodu.

Jef Borgeau
Zima przyszła do Miasteczka.
Ale zanim przyszła były święta, mokre i zabłocone. W wilgotnej szarości mieszkańcy gorączkowo robili zakupy, planowali, sprzątali jak co roku zasilając ciemną stronę mocy swym zdenerwowaniem, irytacją, zmęczeniem i rozżaleniem.
Do mięsnego sklepu przyszła staruszka o kuli. Kolejka ludzi karnie stojących w rządku lekko zafalowała. Ale co zrobisz, trzeba przepuścić. Staruszka wyjęła wielgachną torbę i zaczęła kupowanie, a to tego, a to tego, spore zakupy. No i schabu jeszcze świeżego...
Onie! Tu kolejka nie wytrzymała!
Schabu jakoś mało było, a prawie każdy chciał. Schabu nie damy!
Sklepowa powiedziała, że ona posłucha ludzi i schabiku nie da, bo są jakieś problemy z zaopatrzeniem. Ze staruszki wyskoczył wilkołak i zaczął się drzeć postukując kulą:
- ja napiszę do pani kierownika jak się tu ludzi traktuje, kurwa, co to jest? Ja was wszystkich zajebię!!!!
I wyszła trzaskając drzwiami.
Nie będę nic kropkowała, niech to wybrzmi, bo wszak naprawdę wybrzmiało...
Sklepowa opowiadała w bibliotece ;)
Magia Świąt...

Jef :)

A Kłopot...
Moja sprzątaczka zachorowała dwa lata temu, wykryto nowotwór piersi. Rzecz poważna, zwolnienie długaśne. Generalnie ona nie moja, tylko Domu Kultury w którym sobie na piętrze biblioteka egzystuje. Dyrektor kultury zatrudnił nową sprzątaczkę, która przejęła obowiązki. Pojawiła się Nowa w piątek, bo w piątki bibliotekę sprząta się zwyczajowo i zonk!. Spojrzałyśmy na siebie z koleżanką, obie pielęgniarki z wykształcenia...dobrze nie będzie.
Otóż Nowa wygląda na chorą. Zdecydowanie problemy ruchowe, opuchnięte i powykrzywiane stawy kolanowe, skolioza z kyfozą, zapadnięta klatka piersiowa, cera mocno podbiegnięta wodą...
No współczuć, chodzi, działa, ale to praca fizyczna. A ma 5 budynków do ogarnięcia, bo jeszcze trzy muzea i ośrodek regionalny.
Dla zdrowego to wyczerpujące, a dla chorego?
Renty nie ma, chyba nigdy się nie starała, pracować trzeba, bo do emerytury brakuje kilkunastu lat.
No zaczęło się sprzątanie, a właściwie jego brak. Bo zawsze coś. Czasu brak, wpadała jak wicher, byle jak pociągała szmatą po podłodze, zgarnęła śmieci z koszy, zalała tytanem kibelek, spuściła wodę i znikała. I częste zwolnienia, wizyty w szpitalu, badania czort wie co jeszcze. Odbyłam rozmowę, powiedziałam, co ja wymagam. Delikatnie, bo nie lubię takich rozmów, ale dałam radę. Starała się kilka tygodni, potem to samo. Wzdychałyśmy za Starą sprzątaczką, ale co zrobisz?

Po jakimś czasie zorientowałam się, że Nowa dla nas nie ma czasu, ale bierze udział w różnych zajęciach w kulturze, jeździ na jakieś warsztaty, udziela się w innych aktywnościach, bo ma zamiar przeskoczyć na stanowisko instruktora. No plan dobry, ale obowiązki są...
Odpuściłam, a czort!
Same sobie pomyłyśmy co trzeba i jakoś szło.

Aż wróciła Stara sprzątaczka, bez piersi ale zdrowa. Dyrektor znalazł pieniądze i obie sprzątaczki zostały. Nowa była bardzo niezadowolona gdy dostała umowę na stałe, liczyła na coś innego. 
I na zmianę przychodzą w piątki, raz jedna, raz druga...
Stara jest ok, sprząta dokładnie, nie śpieszy się. Teraz nie ma tyle siły co kiedyś, posiedzi, herbatkę wypije, pogada (no trochę marudna z tym gadaniem ale idzie przeżyć). Odpocznie i dalej. Czysto.
Nowa dalej to samo, ciągle zalatana, ciągle się śpieszy. Brudno.

Odbyłam drugą rozmowę, niechętnie. Ciut ostrzej ale nadal grzecznie.
Obraziła się.
Poszłam do Dyrektora i poprosiłam o stały, piątkowy, biblioteczny przydział Starej. Bez Nowej.
Zobaczymy czy wilkołak wyskoczy ;)

Jef, no śliczny...

Mam taką matę z plastiku pod krzesłem, żeby nie zdzierać linoleum z podłogi. I jedną z moich próśb było, by przecierać podłogę pod tą matą, bo zbiera się brud na brzegach. Oczywiście najpierw na mokro a potem na sucho, bo pod matą nie wyschnie. Jakoś przy myciu podłogi Nowa nie widziała tej czarnej obwódki, w końcu sama zaczęłam myć i już. Ale wróciła Stara, która to myje więc Nowa też powinna.
Zrobiła to, widziałam jak jej ciężko się pochylić, kucnąć i jak ciężko wstać.
W ciele prawda jest.

Jednak empatia czasem zaciemnia sprawy.
Zbyt wiele empatii powoduje, że zaczynamy szkodzić sami sobie.
Ślepniemy.
Nowa jest twardą nauczycielką :)

Jef

PS. HaniuC, dziękuję...♥




Pozdrawiam Wszechświecie, twoja okrutna i zła, Prowincjonalna Bibliotekarka 

21 komentarzy:

  1. Tak, i weź tu pracuj do śmierci, bo ZUSowi środków zabraknie.
    U nas sprzątaczki mają coraz więcej roboty, bo i sprzętu w szkołach przybywa, a sprzątanie okablowania na kolanach to nie przelewka, a jesienią i zimową porą, gdy tysiące nóg w te i wewte to strach do roboty przychodzić.
    Jedna z pan miała poważne kłopoty z nogami, to ja dyrekcja do kuchni przesunęła, gdzie na siedząco mogła obierać, kroić, śniadania wydawać, ale nie wszędzie jest taka możliwość.
    Takie staruszki, jak w opisie na początku, trafiają się wszędzie, pamiętam podobne z czasów kartkowych, ile to sił miały, by rozpychać się łokciami, bo kawę rzucili...
    Magia świąt nie powoduje, że nagle ludzie ludzkim głosem zaczną rozmawiać, taka to u nas wiara i miłość:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. System jaki ludzie stworzyli nie jest szczególnie wspierający, przynajmniej u nas. Na pewno są lepsze, może Skandynawia? Nie wiem. Mnie nowa sprzątaczka uczy asertywności. Miewam problem z tym by wypowiedzieć moje potrzeby. Bo człek może się poczuć źle. Ale ja nie odpowiadam za jej uczucia. Ja potrzebuję czystego kibelka i podłogi. Mimo wszystko. A ona wybrała tę pracę, nikt jej nie zmuszał.
      Mój znajomy był studentem w Warszawie w latach 80, mawiał, że jak jechał do domu to stawał za starszymi paniami i jak ludzie tłoczyli się przy wejściu do autobusu, rzucał swoją torbę między dwie staruszki a one go wciągały do autobusu. Okropne :) ale prawdziwe :D
      Życie Jotko, samo życie :)

      Usuń
  2. Skoro dyr "znalazł" na etat nowej, i pozwala sobie na nicnierobienie, to ona ważna musi być dla kogoś. Uważaj... :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, nie pomyślałam :) Ale ja już w okresie chronionym przed emeryturą jestem. Dam radę jakby co :)

      Usuń
  3. Całe nasze życie, to ustawiczne dokonywanie wyborów i ponoszenie za nie konsekwencji. Czasem mam wrażenie jakbym grała w Kółko i krzyżyk albo w Statki, trafiony zatopiony.
    Odpuścić czy walczyć o ten "czysty kibel"? Coraz częściej odpuszczam, już mi się nie chce tracić energii na coś, co życie potrafi nagle zmienić w jednej chwili, ot tak jak zdmuchnięcie zapałki:)
    Co do zgryźliwej staruszki, aż się zaśmiałam, bo dopiero co miałam z taką starcie. No cóż, niesympatyczni, delikatnie mówiąc, ludzie też się starzeją:) Nie wszystkie staruszki, to delikatne i kruche istoty potrzebujące pomocy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hania ja nawet myślę, że większość staruszków to twarde, zahartowane istoty. Życie na Ziemi to nie przelewki :)
      Otak! świetne porównanie, gra w statki! trochę na czuja, trochę na rozum.
      W każdym razie, chcę się pozbyć Nowej, to, że obrażona, całą sobą manifestuje. I choć ja rozumiem, że to wszystko to są mechanizmy obronne dziecka, które było niepełnosprawne i ciężko mu się żyło, ale czyż ja muszę z tym żyć ? Ja mam swoje wariactwa do przeżycia :)

      Usuń
  4. sporo tych zakupów jak dla jednej staruszki, może to gosposia domu była jakiegoś? pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosposia domu tylko swojego :) W Miasteczku wszyscy się znają.

      Usuń
  5. Jaka Niekłopot jest piękna. Nie dość tego to inteligencja z oczków Stefanii bije. Sam miod takie kocięctwo. Co do Kulawej ze sklepu to należało się jej przypieprzenie tym schabem w ramach edukacji że podany palec to nie jest to samo co użarcie stawu barkowego. Na temat sprzątaczek mła nic nie napisze bo by ją nerw poniósł a mła musi teraz o zdrowie własne dbać, bo ludzie i zwierzęta na mła teraz wiszą i nie ma że nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stefcia jest bardzo mądra. Dała się prześwietlić, choć płakała, nawet nie próbowała drapać czy gryźć. A potem na rękach u mojego męża siedziała i bawiła się swoimi łapkami. Mąż przepadł :D
      Mama mówi, że jak się do niej mówi, słucha, patrzy, jakby rozumiała wszystko. No dostarcza mamie ruchu, bo mimo tego, że niestabilna jeszcze i przewraca się trochę, to wszędzie jest :)
      Jeszcze sterylka, bo ma około 5 miesięcy już. I będzie z górki.
      Sklepowe w mięsnym mają dużo takich opowieści, często jakoś tam nerwy ludziom puszczajo :)

      Usuń
    2. Puszczanie nerwów w mięsnym to świecka tradycja z czasów komuny. ;-)

      Usuń
    3. Stefcia wygląda na kotkę trójkolorową. Nie gryzie i nie drapie? To już mnie ma:))
      Hanka C.

      Usuń
    4. Od jakiegoś czasu mam problem z opublikowaniem komentarza. Ten wyżej też musiałam zmienić wyrzucając jedno słowo żeby mi go net opublikował. Jakby nie było moich komentarzy to znaczy, że mam kłopot z netem, telefonem czy programem. To samo miałam u Oli na blogu.
      Hanka C.

      Usuń
    5. Hanka ok. Ja nic nie zmieniałam na blogu. Używam Chroma i nie mam problemów nigdzie z komentowaniem.
      A Stefcia jest kocim delikatnym aniołem, nawet nie wysuwa pazurków :)

      Usuń
    6. Anuś, od wczoraj próbuję napisać Ci, że też mam taką przeglądarkę i problem z publikowaniem komentarzy wystąpił po jej aktualizacji. Raz publikuje komentarz, a raz nie. I nie wiem dlaczego. Spróbuję jeszcze raz, coś tam pozmieniałam. Jeśli ten koment przejdzie to jest jakaś nadzieja. A jeśli nie to się poddaję, trudno...

      Usuń
    7. No i koment jest :) Nie poddawać się!

      Usuń
  6. Witaj Anno w 2024. Wszystkiego najfajniejszego życzę.

    Wiesz, ja myślałam, że zawód zduna już nie istnieje i jestem niemal pewna, że moja 23 letnia córka nie wie, co taki zdun robi. Może się mylę, zapytam bo sama jestem ciekawa. ;)
    Ja to od dawna marzę o takim prawdziwym piecu, w którym moje ciotki piekły renety. Ale to było pyszne, sypało się cukrem et voila - niebo w gębie.
    Niemili starcy zdarzają się wcale nierzadko. Jak jeżdżę komunikacją miejską, a jeżdżę często, i jak ktoś ustępuje miejsca takiemu staremu człowiekowi to zawsze się dziwię, że tak rzadko mówią: Dziękuję - a to przecież nie boli. Tak jakby im się należało wszystko z racji wieku. Wg. mnie nic się nie należy tylko dlatego, że masz 50, 80, albo 100 lat. Jak ktoś jest dla ciebie miły, powiedz dziękuję. Po prostu.
    Pamiętam równie energiczną babcię, ładne parę lat temu. W Trójmieście jest mnóstwo dzików i one sobie tak chodzą jak te pieski, ale zupełnie nie jak pieski, ryją trawniki. I mój teść, powiedzmy miał lat 75+ zauważył babcię jak rozsypuje chleb i warzywa na trawniku, zwrócił jej uwagę: niech pani tutaj nie sypie, bo dziki przychodzą i wszystko niszczą. A babcia do niego ni mniej, ni więcej tylko: SPIERDALAJ. Krąży to w naszej rodzinie jako anegdota. :D

    O emeryturze to mogę powiedzieć tyle: mój tata mawiał: jak kto pracował, taką ma emeryturę. Miał rację. Niby się spodziewałam, ale wiecie jak to jest, zawsze myślimy, że może jednak, może się uda, może się pomyliłam... Niestety moja emerytura pozwala mi na zakup sznura i dokonanie powieszenia się na dogodnej gałęzi, bądź klamce.

    Empatia fajna jest, byle tylko z nią nie przesadzić. Bo może empatia dla siebie najważniejsza.
    Zawsze mnie zaintrygujesz i muszę odpisać. I to jest fajne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mi jest ogromnie fajnie jak odpisujesz :)
      I ja także Dobrego i Zdrowego 2024 roku życzę.
      Babcia od dzików jak widać posiada empatię, ale też i hm...asertywność? Na pewno stawia mocne granice :DDD
      Cóż, emerytura...ja mam jeszcze 4 lata, niecałe. Będzie ona marna bardzo, bo od stycznia zarabiam poniżej najniższej pensji. Strażacka emerytura męża będzie nas ratować. Taki kraj, co zrobisz. Ale wiesz, życie przeżyć trzeba i projekt jakoś zamknąć. I nie zrobić sobie za dużo krzywdy przy tym :)
      Więc płyńmy :)

      Usuń
  7. Cudna Stefcia. Jak dobrze, że trafiła do dobrych ludzi. Znałam kiedys podobną kotkę. Po roku błąkania sie wróciła do swego domu.Przemierzyła kilkadziesiat kilometrów.
    A co do kłopotów z ludźmi...Gdybyś wszyscy byli jak aniołowie...! To wtedy tu byłoby niebo. A jest i będzie ziemia. I codzienne lekcje...

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj Aniu umykającą bielą za oknem
    I u mnie była wiele lat taka podobna Pani Sprzątająca. Niestety w przeciwieństwie do Twojej nie udało się jej wygrać z chorobą. Teraz to już nie to samo. Co chwila ktoś inny...
    Pozdrawiam ciepło i dobre słowo zostawiam

    OdpowiedzUsuń