Obserwatorzy

niedziela, 21 czerwca 2026

Akt wiary Wszechświecie

 

Jenny Bloomfield
Wróciła Rosa...

Lato przyszło. Wokół Życie śpiewa, pachnie, zielenieje, rozpycha się wszędzie gdzie tylko Słońce dosięga a nawet tam, gdzie Słońce uważane jest za wroga. Rano, gdy wychodzę z suczką, czuję wokół siebie przestrzeń w której wszystko wibruje, toczy się, działa, pędzi. Nie ma zastoju takiego jaki czułam w zimowe i jesienne poranki. Tam był sen i odpoczynek. Tu i teraz dzieje się, bo trzeba zdążyć wykorzystać ten słoneczny i jasny, karmiący czas, stworzyć nowe życie, nowe nasiona, nowe historie...

W karmniku podlociki wszelkiej maści. Uwielbiam na nie patrzeć. Całkiem nowe, jaśniutkie, ciekawe wszystkiego, patrzące na świat z ufnością. W zimniejsze poranki, zwłaszcza wróblątka i dzwończątka przylatują ubrane w śpiworki nocne. Mają nastroszone wszystkie piórka, wyglądają jak puchate kulki. Ciut zaspane, dłubią ziarenka z rodzicami, czasem domagając się by rodzic włożył jednak coś do dzióbka. Małe sikorki też latają za rodzicami krzycząc głośno: daj, daj, daj...
I rodzice dają od czasu do czasu, ale coraz rzadziej w miarę jak maluchy opanowują samodzielne żywienie. Zadziwia mnie mądrość istot wokół nas. Są pewne tego kim są, co powinny i jak.
Co im służy najbardziej. Jak być wróblem, dzwońcem, sikorką, kotem, psem...

Rosa mnie pyta: nie wierzysz w te dobre rzeczy, które mówię o tobie?

Jenny Bloomfield

Nie wierzę: odpowiadam.

Kiedy weszłam na salę, gdzie Rosa szykowała się do warsztatów, ustawiała sprzęty, dobierała muzykę, czułam lęk. Znów. Nie widziałam jej sześć lat. Nawet nie marzyłam, że mnie pozna, tyle lat i wiele, wiele warsztatów, spotkań z innymi ludźmi. Usiadłam na krześle z boku i przyglądałam się jej. Nic się nie zmieniła, wręcz nawet odmłodniała. Jednak gdy przechodziła obok mnie, zajrzała mi w oczy z uśmiechem, przytuliła lekko i powiedziała: jak miło zobaczyć znów twoją twarz.
Wszystko we mnie aż zadzwoniło z radości. To uczucie we mnie...pamiętała. Mnie. 
Czyż nie tego zawsze chciałam, by Mnie dostrzeżono i widziano?

Skoro nie wierzysz, to co tu robisz?- Rosa patrzy na mnie poważnymi, surowymi brązowymi oczyma.

Jenny :)

Rosa rozpoczęła warsztat i nagle wszystko było na swoim miejscu. Jakby nie było sześciu lat przerwy, jakbyśmy się widziały tydzień temu, jej aura rozbłysła światłem tak samo jak wcześniej. 
Rozejrzałam się po ludziach wokół mnie i zdałam sobie sprawę, że znów widzę aury ludzi, to światło falujące wokół nich. Już jakiś czas temu odpuściłam oglądanie tego pola wokół ludzi. Jakoś nie miałam pojęcia po co mi to. A teraz, beż żadnego wysiłku umiejętność wróciła. Tak po prostu.
Tematem zajęć było stawiane granic, używanie głosu i ciała do tego, znajdowanie własnej siły.
I znajdowanie tych kawałków mnie, które mnie nie lubią i dokuczają mi.
Szło im dobrze. 
Ale po przerwie obiadowej, nagle przypomniałam sobie o tym porannym, miłym uścisku i uśmiechu.
I cichy głos w mojej głowie wyszeptał :
- wiesz, ona biznes prowadzi jednak. Musi zarobić na warsztatach, wszak aż ze Stanów przylatuje. 
Może ten uścisk i słowa to taka metoda, byś poczuła się lepiej. Zobaczyła, żeś spięta, to cię rozluźniła. Przeprogramowała. W tej masie ludzi z którymi pracuje, raczej cię nie zapamiętała.

Wiem, że Rosa to zauważyła. Musiałam zszarzeć.
Rzuciła mi uważne spojrzenie, ale nie przerwała wykładu. 
Odsunęłam te myśli, ten głos. Ale już nie byłam taka radosna, jakbym ze słońca weszła w cień.
Niby ok, siedzę w cieniu, nadal widzę słońce, ale ile można być na słońcu, nie można przesadzać. 

Co ja tu robię? Przez chwilę, patrząc w oczy Rosy poczułam się oceniana. Chwila, lecz wystarczyła, by poczuć się rozczarowującą, beznadzieją, bezsensowną, odrzucaną kulką jakiegoś śmiecia. Znane uczucie. Jednak przecież wiem, że ona nikogo nie ocenia. Widziałam to wiele razy.
I wiem, że mogę jej ufać. I mogę, chcę, ufać sobie.

Hej Anju, co tu robisz?-  Rosa specyficznie wymawia moje imię, nadal patrzymy sobie w oczy i widzę, że jej tęczówki są jak najczystszy miód gryczany i owszem, patrzy poważnie ale z czułością.
A kąciki jej ust są gotowe do śmiechu, bo ona dużo się śmieje. 




Jenny :)

Następnego dnia te myśli wróciły, ale grupa warsztatowa już się zgrała, sporo ćwiczeń było, kilka medytacji i osiągnęłam miły stan, spokoju i zaufania. Tak dużo się dowiedziałam, że moja głowa zajęła się porządkowaniem i układaniem nowych informacji. I miałam jeszcze spotkanie indywidualne z Rosą zamówione, czego nigdy wcześniej nie robiłam, bo bałam się.
Teraz też się bałam. Co innego w grupie a co innego oko w oko. Co ona we mnie zobaczy, wszystkie moje małe, brzydkie tajemnice? Skrzętnie chowane nawet przed samą sobą? Te małe i duże wstydy,  porażki i obrzydliwości, które zakopałam głęboko i tylko w koszmarach widzę, że ktoś je odkopuje a ja prawie umieram ze wstydu i strachu. A może chcę by je zobaczyła, bo zobaczone przestaną być straszne? 


Jenny Bloomfield

Pamiętam czas, długi, bardzo długi, gdy mnie Tu nie było. Wszyscy mnie widzieli, myśleli, że jestem, ale mnie nie było. Tak jak moja koleżanka w pracy, która nalewa wodę do podlewania kwiatków do butelek 1.5 litra. Nalewa i odstawia do odstania. I zawsze butelki są napełnione do połowy.
Jak nalewa, woda w butelce pieni się, burzy, bo prąd z kranu jest silny. I kiedy woda zaczyna się wylewać to ona odstawia butelkę. A tu trzeba zmniejszyć prąd wody, przestanie się pienić i jeszcze pół butelki można dolać. Przez 18 lat pracy nie załapała, że to tak działa.
Bo jej nie ma TU, ona zawsze jest TAM. 
Ja to teraz widzę, pracuję z kawałkiem koleżanki, tym bardzo okrojonym i skontrolowanym.
Ale nieświadomym. Dlatego ciągle jest szara.
Byłam taka sama.

Jenny

Siedzę naprzeciw Rosy, patrzę na na nią i mam pustkę w głowie.
Po co tu przyszłam skoro nie wierzę?

I nagle wiem.
Rosa, przyszłam, bo jest we mnie część, która wie, że potrzebuje pomocy, ufa i wierzy, że ją dostanie.
No! I teraz możemy rozmawiać: zaśmiała się Rosa.

Akt wiary, tylko tyle...

Jenny Bloomfield

A tu Rosa, gdyby ktoś chciał ją poznać
Rosa


PS. Drogi Wszechświecie, będę pisać, ale rzadziej, bo jakoś tak wychodzi.
       Ale jest to ważne miejsce dla mnie. Bo tu JESTEM. I widzę siebie i Was ;)


Pozdrawiam Wszechświecie, wierząca i widzialna, Prowincjonalna Bibliotekarka

17 komentarzy:

  1. Wiara czyni cuda, podobno :-)
    Wszystkiego dobrego, Aniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z "podobno|" wnoszę, że też nigdy nie próbowałaś aktu wiary :)
      Generalnie mam się, dobrze :) Miłe i dobrego Jotko!

      Usuń
  2. Jak dobrze, że jesteś Aniu. Dzisiaj zajrzałam tutaj ot tak, już trochę bez wiary, że coś nowego przeczytam. Ale jesteś. Cóż należy wierzyć.
    Będziesz pisać rzadziej? Ok. Ale pisz...
    Spodobał mi się ten wątek z koleżanką i butelkami. Czasem człowiek jest TU, czasem TAM... Ale 18 lat?
    Pozdrowienia serdecznie początkiem lata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ismeno :) Należy dokonywać małych aktów wiary, wcale nie muszą być jakieś ogromne. Mały jest tak samo skuteczny jak i duży. Tego nauczyłam się ostatnio u Rosy.
      Moja koleżanka z butelkami jest biedna, ale jakby trochę tak chce. Więc jej nie przeszkadzam.
      I pozdrawiam i życzę nam jednak odrobiny łagodniejszego ciepła :)

      Usuń
  3. Zawsze czekam na Twoje wpisy. ❤️ Maria.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mła nie wie co o warsztatach napisać, mła nie uczestniczyła w czymś takim, więc nie bardzo wie na czym fenomen polega. Na wspólnotowości, czy na przepracowaniu indywidualnym traum, jak u psychologa? Widać jest potrzebne, skoro ludzie korzystają i im te warsztaty akumulatory ładują. Chyba każdy warsztatu potrzebuje, tylko różnie to ludzie nazywają i często to, co jest warsztatem dla jednego, dla drugiego jest czymś dziwnym. Należy znaleźć swój i nie przejmować się resztą, w końcu ciągnika siodłowego nie naprawiasz w serwisie Toyoty, każdy z nas jest trochę inny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu co pasuje Taba. Ja byłam i na grupowej terapii u psychologa, i na typowo ezoterycznych spotkaniach. Byłam na ustawieniach hellingerowskich i na pracy z ciałem wg Lowena u psychoterapeuty, i na medytacjach u jednego guru. Byłam też na EMDR i było zadziwiająco skutecznie.
      Z tego wszystkiego wyniosłam bardzo dużo, nawet gdy wiedziałam, że już nie wrócę ;)
      Mnóstwo ludzi korzysta, zdziwiłabyś się ilu. Jestem zdania, że 99% procent populacji Ziemi tego potrzebuje, wszak tu Psychiatryk. Ale przymusu nie ma i to jest super. Bo po co, każdy po swojemu podróżuje.
      Na czym to polega? Na byciu z ludźmi, nawet jeśli tylko z jednym. Na zrozumieniu, że inni też tak mają. Że za bardzo się nie różnią ode mnie. Czasem odnajdę siebie w kimś i nagle widzę wyraźniej mła ;) Różniście, co komu. Wiem, że to nie dla ciebie, ty jesteś bardziej zosiasamosia :D
      Jednak gdybyś się zdecydowała, zdziwiłabyś się jak pasujesz do grupy.

      Usuń
    2. Myślę że bym się wpasiła, mła jest wbrew pozorom z tych i paskudnym pomówieniom rodziny ;-D , którzy uważają że innemu człeku trzeba wyjść na przeciw. Mła tylko czasu brak, bo mła strasznie pazerna na życie. Czasem się przymuszam do bycia na offie, tak dla higieny psychicznej, ale ciężko idzie, bo mła w wariatkowie robi za obrotową.

      Usuń
  5. dzwońca widziałem tylko raz. piękny ptak.
    a wiara cuda czyni jak mawia przysłowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie bardzo rozczulają małe wróblątka, są dużo jaśniejsze od rodziców, jak takie małe puchate kulki. Karmnik jest bardzo ciekawy, ja każdemu polecam, choć obecnie lepiej wystawić wodę dla ptaków i innych żywotnych Oku.

      Usuń
    2. woda stoi w niskiej podstawce z kamieniami, żeby się nie potopiło

      Usuń
  6. Zaglądam do Ciebie Aniu od czasu do czasu z przyjemnością wielką bo mnie zadziwia jak różne jesteśmy. Bo na przykład ten przykład. "Nalewa i odstawia do odstania. I zawsze butelki są napełnione do połowy.
    Jak nalewa, woda w butelce pieni się, burzy, bo prąd z kranu jest silny. Przez 18 lat pracy nie załapała, jak to działa.
    Bo jej nie ma TU, ona zawsze jest TAM.
    Ja to teraz widzę, pracuję z kawałkiem koleżanki, tym bardzo okrojonym i skontrolowanym.
    Ale nieświadomym. Dlatego ciągle jest szara."
    Czy nie oceniasz? I nie osądzasz? Bo co niestosownego jest w tym, że ja także nalewam jak mi pasuje, raz do połowy a raz pod korek. I mnie TU nie ma? Zawsze jestem TAM? Czyli Gdzie? Okrojona i skontrolowana? Nieświadoma? Szara?
    Z czułością i serdecznością pozostaję. Starka💜

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie możesz nalewać jak chcesz :)
      Może różne jesteśmy a może i trochę podobne. Wszyscy my trochę inni a trochę podobni, ten sam gatunek jesteśmy.
      Butelka...do połowy pełna wymusza częstsze bieganie po wodę. I ona biega, narzeka, że po co tyle tych kwiatów, ale biega. Czy ja ją oceniam? Pewnie trochę, ale wcale mi to nie przeszkadza. Współczuję też jednocześnie. Wszystkich nas czasem nie ma TU, kwestia Krysiu: ile czasu. Nie da się być stale obecnym i skupionym. Mózg się przebodźcowuje i zaczyna nas odłączać od TU. Najgorzej, gdy odłączenie staje się przewlekłe. Wielu ludzi to ma i ja tego doświadczyłam. TAM to jest albo przyszłość, albo co jest fatalne i najpowszechniejsze, przeszłość. I to jest nieświadome, bo są to mechanizmy obronne stare, z dzieciństwa. Nie planujesz co zrobisz na kolację, tylko męczysz się z lękiem jakimś, zagubieniem, nieporadnością, wstydem, co tam komu...I nawet tego nie rozumiesz. Tylko myślisz, że to twoje życie.
      Że szara to widzę, bo ja widzę aurę. Serio :)
      Wszyscy jesteśmy jak cebule, mamy warstwy. I każdy widzi różne.
      Jeśli jesteś w stanie zmieniać swoje rytuały, uczyć się nowych rzeczy, zmieniać poglądy, już wygrałaś. Nowe ścieżki neuronalne w mózgu powstaną. Myślę, że akurat ty, masz ich mnóstwo i coraz więcej :)

      Usuń
    2. Bieganie z butelką do połowy pełną może i wymusza bieganie ale bieganie w moim wieku jest dobre więc nie narzekam. Tam czyli przeszłość wspominam raczej czule chociaż cienie błędów kładą się czasem sporym bagażem na moje bezsenne przedpółnoce. Może i nie zmieniam rytuałów bo je lubię i sprawiają mi przyjemność ale czasem robię takie wolty i zmiany życiowe, że "nowe ścieżki neuronowe mnożą mi sie jak króliki na wiosnę". Nadal zachwyca mnie to Twoje powiedzenie.
      Pozdrawiam Czule Anju💚

      Usuń
  7. Twoje wpisy są dla mnie właśnie jak warsztaty - poruszasz coś niewygodnego, opisujesz niestandardowo i temat do przepracowania się pojawia, często uwiera jak kamyk w bucie. Dziękuję Ci za to i będę nadal zaglądać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzień dobry Anno - w ubiegły, piekielnie gorący weekend wzięłam udział w Weekendzie Spokoju (nazwa oficjalna) - było to trochę jogi, trochę medytacji, ciekawe rozmowy, nietuzinkowi ludzie. Pojechałam bo znam osobę prowadzącą (uczestniczyłam w zajęciach przez nią prowadzonych kilka razy).
    Było zbyt gorąco, chociaż miejsce odosobnienia w uroczym zakątku z przepięknym drzewostanem, ziołowym ogródkiem i dużym zielonym terenem. Grupa kameralna bo z dwójką prowadzących - 16 osób.
    Bardzo mi się podobało wszystko a najbardziej kuchnia wegetariańska. Ja nie jem mięsa od 15 lat i wydawało mi się, że wiem dużo o kuchni bezmięsnej ale jak się okazało: nie wiem NIC.
    Jedzenie było boskie, nieprawdopodobne, cudne.

    Moja córka piękny komplement powiedziała: wiadomo, że jak jacyś "dziwni" ludzie; medytujący czy praktykujący jogę się zbiorą i przyrządzają jedzenie to to jedzenie jest zawsze przepyszne.
    Niech żyją DZIWNI ludzie!
    Ci sympatyczni dziwacy rozmawiali o fizyce kwantowej, wyganianiu złej energii z kątów za pomocą kadzideł z szałwii, motaniu słowiańskich lalek itd itp.
    Czy wierzę? Mhmm...
    Wierzę w potęgę umysłu, wierzę, że wiele możemy osiągnąć, zmienić otwierając klapki w głowie. I wierzę, że tego typu spotkania potrafią pomóc te klapki otworzyć.

    Co do stworzonek, które dokarmiamy to ja sypię ziarna słonecznika w łupinach na ziemię (jestem w lesie) i codziennie przychodzi wiewiórka i się zajada tymi ziarnami. Lubię jej się przyglądać.
    Pozdrawiam z lasu. :)

    OdpowiedzUsuń