![]() |
| Jenny Bloomfield |
Lato przyszło. Wokół Życie śpiewa, pachnie, zielenieje, rozpycha się wszędzie gdzie tylko Słońce dosięga a nawet tam, gdzie Słońce uważane jest za wroga. Rano, gdy wychodzę z suczką, czuję wokół siebie przestrzeń w której wszystko wibruje, toczy się, działa, pędzi. Nie ma zastoju takiego jaki czułam w zimowe i jesienne poranki. Tam był sen i odpoczynek. Tu i teraz dzieje się, bo trzeba zdążyć wykorzystać ten słoneczny i jasny, karmiący czas, stworzyć nowe życie, nowe nasiona, nowe historie...
W karmniku podlociki wszelkiej maści. Uwielbiam na nie patrzeć. Całkiem nowe, jaśniutkie, ciekawe wszystkiego, patrzące na świat z ufnością. W zimniejsze poranki, zwłaszcza wróblątka i dzwończątka przylatują ubrane w śpiworki nocne. Mają nastroszone wszystkie piórka, wyglądają jak puchate kulki. Ciut zaspane, dłubią ziarenka z rodzicami, czasem domagając się by rodzic włożył jednak coś do dzióbka. Małe sikorki też latają za rodzicami krzycząc głośno: daj, daj, daj...
I rodzice dają od czasu do czasu, ale coraz rzadziej w miarę jak maluchy opanowują samodzielne żywienie. Zadziwia mnie mądrość istot wokół nas. Są pewne tego kim są, co powinny i jak.
Co im służy najbardziej. Jak być wróblem, dzwońcem, sikorką, kotem, psem...
Rosa mnie pyta: nie wierzysz w te dobre rzeczy, które mówię o tobie?
![]() |
| Jenny Bloomfield |
Nie wierzę: odpowiadam.
Kiedy weszłam na salę, gdzie Rosa szykowała się do warsztatów, ustawiała sprzęty, dobierała muzykę, czułam lęk. Znów. Nie widziałam jej sześć lat. Nawet nie marzyłam, że mnie pozna, tyle lat i wiele, wiele warsztatów, spotkań z innymi ludźmi. Usiadłam na krześle z boku i przyglądałam się jej. Nic się nie zmieniła, wręcz nawet odmłodniała. Jednak gdy przechodziła obok mnie, zajrzała mi w oczy z uśmiechem, przytuliła lekko i powiedziała: jak miło zobaczyć znów twoją twarz.
Wszystko we mnie aż zadzwoniło z radości. To uczucie we mnie...pamiętała. Mnie.
Czyż nie tego zawsze chciałam, by Mnie dostrzeżono i widziano?
Skoro nie wierzysz, to co tu robisz?- Rosa patrzy na mnie poważnymi, surowymi brązowymi oczyma.
![]() |
| Jenny :) |
Rozejrzałam się po ludziach wokół mnie i zdałam sobie sprawę, że znów widzę aury ludzi, to światło falujące wokół nich. Już jakiś czas temu odpuściłam oglądanie tego pola wokół ludzi. Jakoś nie miałam pojęcia po co mi to. A teraz, beż żadnego wysiłku umiejętność wróciła. Tak po prostu.
Tematem zajęć było stawiane granic, używanie głosu i ciała do tego, znajdowanie własnej siły.
I znajdowanie tych kawałków mnie, które mnie nie lubią i dokuczają mi.
Szło im dobrze.
Ale po przerwie obiadowej, nagle przypomniałam sobie o tym porannym, miłym uścisku i uśmiechu.
Może ten uścisk i słowa to taka metoda, byś poczuła się lepiej. Zobaczyła, żeś spięta, to cię rozluźniła. Przeprogramowała. W tej masie ludzi z którymi pracuje, raczej cię nie zapamiętała.
Wiem, że Rosa to zauważyła. Musiałam zszarzeć.
Rzuciła mi uważne spojrzenie, ale nie przerwała wykładu.
Odsunęłam te myśli, ten głos. Ale już nie byłam taka radosna, jakbym ze słońca weszła w cień.
Niby ok, siedzę w cieniu, nadal widzę słońce, ale ile można być na słońcu, nie można przesadzać.
Co ja tu robię? Przez chwilę, patrząc w oczy Rosy poczułam się oceniana. Chwila, lecz wystarczyła, by poczuć się rozczarowującą, beznadzieją, bezsensowną, odrzucaną kulką jakiegoś śmiecia. Znane uczucie. Jednak przecież wiem, że ona nikogo nie ocenia. Widziałam to wiele razy.
I wiem, że mogę jej ufać. I mogę, chcę, ufać sobie.
Hej Anju, co tu robisz?- Rosa specyficznie wymawia moje imię, patrzymy nadal sobie w oczy i widzę, że jej tęczówki są jak najczystszy miód gryczany i owszem, patrzy poważnie ale z czułością.
A kąciki jej ust są gotowe do śmiechu, bo ona dużo się śmieje.
![]() |
| Jenny :) |
Następnego dnia te myśli wróciły, ale grupa warsztatowa już się zgrała, sporo ćwiczeń było, kilka medytacji i osiągnęłam miły stan, spokoju i zaufania. Tak dużo się dowiedziałam, że moja głowa zajęła się porządkowaniem i układaniem nowych informacji. I miałam jeszcze spotkanie indywidualne z Rosą zamówione, czego nigdy wcześniej nie robiłam, bo bałam się.
Teraz też się bałam. Co innego w grupie a co innego oko w oko. Co ona we mnie zobaczy, wszystkie moje małe, brzydkie tajemnice? Skrzętnie chowane nawet przed samą sobą? Te małe i duże wstydy, porażki i obrzydliwości, które zakopałam głęboko i tylko w koszmarach widzę, że ktoś je odkopuje a ja prawie umieram ze wstydu i strachu. A może chcę by je zobaczyła, bo zobaczone przestaną być straszne?
![]() |
| Jenny Bloomfield |
Pamiętam czas, długi, bardzo długi, gdy mnie Tu nie było. Wszyscy mnie widzieli, myśleli, że jestem, ale mnie nie było. Tak jak moja koleżanka w pracy, która nalewa wodę do podlewania kwiatków do butelek 1.5 litra. Nalewa i odstawia do odstania. I zawsze butelki są napełnione do połowy.
Jak nalewa, woda w butelce pieni się, burzy, bo prąd z kranu jest silny. I kiedy woda zaczyna się wylewać to ona odstawia butelkę. A tu trzeba zmniejszyć prąd wody, przestanie się pienić i jeszcze pół butelki można dolać. Przez 18 lat pracy nie załapała, że to tak działa.
Bo jej nie ma TU, ona zawsze jest TAM.
Ja to teraz widzę, pracuję z kawałkiem koleżanki, tym bardzo okrojonym i skontrolowanym.
Ale nieświadomym. Dlatego ciągle jest szara.
Byłam taka sama.
![]() |
| Jenny |
Siedzę naprzeciw Rosy, patrzę na na nią i mam pustkę w głowie.
Rosa, przyszłam, bo jest we mnie część, która wie, że potrzebuje pomocy, ufa i wierzy, że ją dostanie.
No! I teraz możemy rozmawiać: zaśmiała się Rosa.
Akt wiary, tylko tyle...
![]() |
| Jenny Bloomfield A tu Rosa, gdyby ktoś chciał ją poznać Rosa |






