Obserwatorzy

niedziela, 23 sierpnia 2026

Czekanie Wszechświecie



Koniec sierpnia.
Lato jeszcze gorączkuje, ale już pozwala sobie dłużej poleżeć w łóżku i nie zrywać się o świcie. Ma czas wieczorem na spojrzenie w niebo pełne gwiazd. Ma czas na słuchanie jeży chrupiących ziarno wypadające z karmnika. Z przyjemnością przysiada w cieniu coraz żółtszych drzew i wdycha zapach rozkładających się mirabelek, suchych traw i ziół.
Czasem jeszcze zerwie się, zatańczy w burzy i wichrze. Rozgorączkuje się, zdziczeje, rozbisurmani.
Rozleje się ciężkim upałem, tak ciężkim, że omdlewa jak dama ze zbyt mocno zasznurowanym gorsetem.
Ale gorączka spada, ziemia odpoczywa, czuć w powietrzu zmianę...
Idzie jesień. 

                                                              
Pojechaliśmy na urlop do małej chatki w Sadzie, pod Bydgoszczą. Posiedziałam na werandzie, pojadłam śliwek, poczytałam. Trochę zwiedziłam, może za dużo nawet.
Ale było fajnie i dobrze. Od kiedy połapałam się, że w moim podróżowaniu chodzi raczej o bycie z mężem bardziej i bliżej niż na codzień, nie zależy mi już na zwiedzaniu, poznawaniu i szukaniu wrażeń.
Liczy się uśmiech, dotyk, czułość, zatrzymanie w pędzie codzienności, która zabiera nas od siebie.
Bliskość, którą zgubiliśmy nieraz, choć wydawało się, że jest, taka niewzruszalna.
A już prawie wcale jej nie było.
Można tego braku nie zauważyć, ale się go czuje.
Jeden warunek, trzeba czuć...

Byłam też na zabiegach kręgosłupowych. Przed zimą trzeba troszkę poprawić się. Tym razem grupa była bardzo mieszana, wszelkie rodzaje wiekowe i rozmiarowe pań. Wspólnota w bólach kręgosłupowych. Staram się nie nawiązywać znajomości. Zbyt wielka ochota w paniach dzielenia się opowieściami o bólach, smutkach i chorobach. Niesmaczna kanapka, dziękuję.



Wróciłam po tym wszystkim do pracy, domu, zwierzaków i niby  wszystko jest normalnie.
  Ale nie jest. Idzie Zmiana.
  Czekamy wszyscy na Frania.
 Franio jest moim wnuczkiem, pierwszym.
 Chwilowo jest jeszcze po sercem mojej synowej od SynaNumerDwa.
To jego drugie podejście, bo pierwsze mu nie wyszło.
 A teraz zostało już tylko 3 tygodnie i się zobaczymy.
 Więc czekamy...










Na razie do domu tanecznym krokiem zameldował się Ryżyk.
Od wczesnej wiosny jakaś ruda smuga na schodach była przyłapywana. Wystawiam jedzenie na klatce dla mojego Funia, bo sobie życzy jeść tamże. Dożywia się tam i kotka z sąsiedniej klatki, i koty inne, które połapią się, że jest przejście przez piwnicę. Nie żałuję, bo kocie życie wcale nie wygląda różowo jakoś, ludzie albo nie karmią dobrze, albo kupują tę beznadziejną karmę w biedrze. A u mnie delikatesowe gastro, bo Funio ma delikatne jelitka.
I ta ruda smuga też się dokarmiała. Ale nie sposób było zobaczyć dokładnie, była szybka jak błyskawica. Kiedy zrobiło się cieplej, kotek się zaczął pokazywać z daleka na podwórzu i okazało się, że to półkotek, chłopak. Taki młodziak. Patrzyliśmy na siebie z daleka, kiciałam nienachalnie, gadaliśmy sobie, odwracał wzrok, ale powoli dał się pogłaskać. 
A miesiąc temu mówię do niego: no to chodź do domku, zobaczysz jak jest.
I wiecie co? Pobiegł po schodach na górę i czekał na mnie przy drzwiach domu. Otworzyłam, wszedł jak do siebie. Poszedł do kuchni, wskoczył na stół, sprawdził kocie miski, obszedł cały dom, wysikał się do kuwety w łazience, położył się na parapecie i został. Fasolę suczkę ignoruje grzecznie. Z kotami moimi ogarnął sprawy już dawno na podwórku: do Małej nie podchodzić, bo żmija, Milutkę emerytkę szanować, a Funio to duży, ciapowaty, mało zwrotny ale fajny kumpel.

I mam wrażenie, że on u nas od zawsze jest. Jak swój.
Jakby wrócił ktoś, kto wyjechał na trochę.
A SynNumerDwa, ten od Frania, powiedział: matka, no jakaś duszyczka wróciła do nas, spoko.



Czego nie powiedziałam SynuNumerDwa, to tego, że miałam sen i wiem, że wraca do nas też inna duszyczka, ogromnie kochana, znajoma, wielki nasz przyjaciel i radość, jaka mnie ogarnęła w tym śnie, była przeogromna i miłość była w tym śnie taka, jakiej nie czułam nigdy, nigdy w takiej intensywności, tak wyraźnie...
Więc czekam, czekam na Frania. 






PS. Jeśli chodzi o myszki w Bibliotece, wejście znalazł oczywiście SynNumerDwa, przypadkiem. Właziły przez wentylację. Od góry. Stanęło na 49 relokowanych myszorkach, ale jeszcze kilka jest. Tych co utknęły, bo wyjść już nie mogą. Relokuję do jesieni :)




Pozdrawiam Wszechświecie, wyczekująca z niecierpliwością Prowincjonalna Bibliotekarka