![]() |
| Giulia Pintus |
Franio przybył.
Maleńki, całkiem nowiutki człowieczek.
Z dziesięcioma paluszkami małych łapek i stópek. Z malutkim noskiem i uroczym dołeczkiem w bródce.
Okazało się, że w moim sercu było zawsze dla niego miejsce, choć o tym nie wiedziałam.
Miejsce jasne, tęczowe, słoneczne, przytulne i bezpieczne.
Od razu je znalazł.
A ja od razu poczułam, że wszystko jest na swoim miejscu, tak jak powinno być.
Droga zawsze prowadziła mnie do tego miejsca.
![]() |
| Giulia |
Był moment w liceum, który na zawsze utkwił w mojej pamięci.
W pierwszej klasie rozstałam się z moim chłopakiem i bardzo tego żałowałam. Bardzo. Cierpiałam tym bardziej, że był w tej samej klasie i codzień na niego patrzyłam. Był ale nieosiągalny.
Trwało to przez boleśnie długie miesiące drugiej i początek trzeciej klasy. Nie rozmawialiśmy ze sobą, mijaliśmy się nie patrząc na siebie.
Tego dnia miałam coś do załatwienia w sekretariacie na piętrze. Był piękny, słoneczny, ciepły dzień. Stare, grube mury pofranciszkańskiego klasztoru, w których było liceum i jego małe okna nie miały szans, światło było wszędzie, wypędziło mroki z każdego zakamarka.
A ja wyszłam z sekretariatu i spojrzawszy na zalany ciepłym światłem korytarz nagle rozświetliłam się od środka. Zalała mnie fala radości, szczęścia i beztroski. Lekko podskakując i nucąc schodziłam po schodach cała wręcz świecąca i nagle w połowie schodów, zza zakrętu, wyszedł mój były, wchodził do góry. Stanęłam zaskoczona, ale światło we mnie i wokół mnie było tak radosne i ciepłe, mój nastrój był tak wesoły, że uśmiechnęłam się do niego szeroko i powiedziałam : cześć.
I pobiegłam sobie dalej, sama zaskoczona łatwością i ciepłem tego spotkania.
Po półtora roku nieodzywania i niepatrzenia nagle wszystko stało się proste.
Pamiętam ten moment, to ciepło, to światło i zmianę. Zmianę, która wtedy się zadziała.
Wróciliśmy do siebie później, nadal ze sobą jesteśmy, pojawili się nasi synowie i teraz Franio.
Wszystko to zaczęło się w tamtym momencie, tam Franio stał się faktem, choć jeszcze tego nie widzieliśmy.
Oboje pamiętamy tamten moment, mąż i ja.
Małe cuda na które czasem jesteśmy ślepi, ale one się zdarzają mimo naszej ślepoty.
![]() |
| Giulia |
Zabiłam myszkę.
Niechcący, ale jednak. Zagłodziłam ją, co jest okropne. Choć przecież nie chciałam.
Przyszłam do pracy, sprawdziłam żywołapki i w jednej była myszka. Miałam ją wynieść jak zwykle, ale właśnie weszła czytelniczka, więc postawiłam pułapkę z myszką na kaloryferze, pod parapetem, poszłam obsługiwać czytelniczkę i nie wiem jak, ale z mojej głowy myszka wypadła. Kilka dni później poczułam zapach zgniłego białka, zaczęłam szukać i znalazłam.
Aż mnie serce szarpnęło, zalała mnie fala poczucia winy, jak tsunami. Zagłodziłam. Cierpiała, ja to zrobiłam, ja....okropna, podła, beznadziejna. Umiem to, mogę tak długo. I robiłam to kilka dni, karząc się wyobrażaniem, jak mogła cierpieć ta malutka, niewinna istota.
Aż wreszcie dotarło do mnie, że mogę zrobić coś innego.
Miłosierdzie.
Lubię to słowo. Jest lekkie, spokojne, trochę jak ciepła herbata z sokiem malinowym w szary, deszczowy dzień. Mogę sobie ten kubek z miłosierdziem podać.
Kiedyś bym tego nie zrobiła, nawet nie wiedziałam, że mogę.
Teraz wiem, że muszę być uważniejsza i tyle. Przytuliłam siebie.
Można lżej, naprawdę.
![]() |
| Giulia Pintus |
Myślałam, by opuścić facebooka, mnóstwo tam głupich reklam, zamieszania, chaosu. Biednych ludzi próbujących ogarnąć świat i życie, szamoczących się tak naprawdę z samymi sobą, ale używających do tego innych. Każdy próbuje jakoś znaleźć idealną iluzję dla siebie, bańkę w której poczułby się akceptowany, przygarnięty, utulony.
Ale poczekam jeszcze, bo moje konto jest połączone z kontem Biblioteki. Nie wiem jak to ogarnąć, muszę poszukać informacji.
Z drugiej strony czasem znajduję tam inspirację, czasem fajnego człowieka, czasem wyczytam coś o czym nie wiedziałam, czegoś jednak się nauczę. Więc nie jest to takie bezużyteczne.
Ostatnio mnie zdenerwowało (czyli warto się przyjrzeć) ciągłe gadanie o "niehejtowaniu".
No każdy chce taki być.
A najśmieszniejsze jest, że ci, co "nie hejtują", tak pięknie wytykają innym, że hejtują, tak ich ładnie umniejszają, tak im przycinają skrzydełka budując na nich swoje poczucie wyższości jednak.
Może i ja teraz to robię :)
Bo na pewno miałam taki okres w życiu, absolutnie.
I nawet to było fajne, takie prawilne wytykanie innym...
Teraz ciut zmiękłam, dla siebie, a co za tym idzie dla innych też.
Miłosierdzie.
Ciepła herbata z sokiem malinowym.
Wszyscy wiemy jak powinno być a jest jak jest.
I to jest ok.
![]() |
| Giulia :) |





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz