https://foto-basa.com/imagewdata-woman-jumping-off-a-cliff.htm
Kiedyś mąż powiedział do naszych synów (jakiś czas po rozpoczęciu mojej terapii), że muszą wykazać się teraz cierpliwością, bo mama przechodzi opóźnione dojrzewanie i właśnie wkracza do gimnazjum :-)
Miał rację :-) Trzęsło mnie po różnych wertepach mojej przeszłości, a to wpływało na nas wszystkich.
Nie było łatwo i nadal czasem nie jest, ale to normalne.
Każdy ma swojego wariata- jak powiada mądrość ludowa, która, choć czasem mądrością nie jest, tu akurat ma rację.
Czasem mam w bibliotece "gadane dni". Nie wiem jak w innych bibliotekach, u mnie ludzie przychodzą i mówią. Potrzebują. I czasem taka kumulacja się trafia w jeden dzień.
Wtedy wychodząc z biblioteki potrzebuję ciszy i niegadania z nikim. W głowie szumi od ludzkich emocji i myśli :-)
Wczoraj przyszedł MłodyKleryk, pisze pracę magisterską, już chyba finiszuje. Bardzo lubię chłopaka. Znam go od gimnazjum, taki wychowanek biblioteczny. Bardzo stara się, bardzo lubi być księdzem, znalazł tam miejsce dla siebie, i pała :-) pała chęcią. Niesienia boga, światła i miłości. Piękny stan, patrzę na niego i to takie przyjemne, szczęśliwy.
Życzę mu jak najlepiej, żeby zgrabnie przeskoczył przykre doświadczenia i zachował tę radość.
Ale...
No właśnie, ale...
Opowiedział mi, że rozmawiał z kolegą, też księdzem, o tym czy dawać rozgrzeszenie dla geja jak się trafi, czy nie...
No bo dla wszystkich jest miejsce w domu pana i nie jego wina, że taki jest, ten gej, i jak nie grzeszy, znaczy nie współżyje, to można dać rozgrzeszenie...Z TEGO JAKI JEST.
BORZEZIELONY!
Co oni w głowach mają? Co im się do głów napycha?
I on tak zgrabnie mówi: kim ja jestem by odmówić miejsca w domu pana i jednocześnie odmawia, nawet nie wiedząc o tym, że odmawia.
A ja mam parę świetnych przyjaciół gejów, od prawie 30 lat w fajnym, dobrym, kochającym związku. Żyjących cudnym, spełnionym życiem. Bo zawsze chodzi o miłość.
Nic młody nie rozumie.
Przypomniałam sobie moją maturalną spowiedź w Częstochowie. To było mocne. Pojechaliśmy przed maturą, wszyscy nabożni, z prośbami w sercach o pomoc na egzaminie. Modlitwa w autobusie, różańce, śpiewy.
Jechałam z chłopakiem, obecnym mężem. Chodziliśmy do jednej klasy, parą byliśmy od pierwszej i nadszedł czas w naszym życiu, że wiecie, rąk nie mogliśmy od siebie oderwać :-)
Wszystko było pięknie, ale było jedno ALE.
Otóż mój przyszły mąż był z mocno, mocno katolickiej rodziny. Nawet był popychany w kierunku seminarium. I nawet się trochę zaangażował, ale pojawiłam się ja :-)
I co się pojawiło jeszcze? Ach...każdy wie :-) Truskawki, czekolada i serduszka :-)
Ale NIE WOLNO!
Nie wolno bo grzech, bo piekło i (jakże podstępnie) brak szacunku dla kobiety!
I mi się udzieliło, choć ja już wtedy nie za bardzo kościółkowa byłam, ale zdawało mi się, że jednak jestem. I nurzaliśmy się w poczuciu winy, a czekolady się chciało.
Taka rozmodlona, pełna winy i postanowienia poprawy (znaczy, że okiełznam żądze podłe) dojechałam do Częstochowy. I postanowiłam pójść do spowiedzi, oczyścić się i wejść na nową ścieżkę życia. Będę cnotliwa, dobra i czysta, anioł, który pod sukienką, od pasa w dół, nic nie ma :-) A ty, panieboże, za to, pomóż przy tej maturze :-)
No i powiedziałam księdzu. Błąd, duży BŁĄD.
Obsobaczył mnie okropnie. Upokorzył i pogłębił poczucie winy. Zrobił ze mnie MarięMagdalenę podłą. I doradził, byśmy się z moim ukochanym nie spotykali sam na sam, tylko przy ludziach, bo wtedy nie będzie możliwości do zrealizowania pokusy, bo ja za słaba jestem, uwodzicielka jedna!
Odeszłam zapłakana od konfesjonału.
Takie przeżycie w Częstochowie.
To były lata 80-te.
Mieliło mnie nawet dosyć długo, ale w końcu gdzieś tam obudził się bunt i złość i generalnie wyszło mi to na zdrowie. Przez złość do oświecenia :-) Chyba nie to miał ten ksiądz na myśli, ale popchnął mnie w kierunku właściwym dla mnie, jak najdalej od jakiejkolwiek religii, a bliżej czekolady i serduszek.
Boga można znaleźć wszędzie, a czekolada i truskawki, i serduszka, były tuż obok :-)
No i łażąc po internecie, szukając czegoś fajnego do posłuchania co raz trafiałam na Kasię Miller, psycholożkę. Omijałam. Bo jak słuchać kobiety, która wygląda jak wygląda. Znaczy sama nie słucha swoich rad. Marna z niej psycholożka. I, co było kluczowe, ja sama nie lubiłam siebie, w depresji mój rozmiar pyknął do góry, kompulsje jedzeniowe zostawiły po sobie rozmiar 48. Nie fajnie. Nie lubiłam Kasi, tak jak nie lubiłam samej siebie.
Obie na to nie zasłużyłyśmy.
A w Piwnicy przecież Projekt Monster się odbywał, o czym pisałam wcześniej.
ASZ nagle, kilka tygodni temu, kiedy YT po raz kolejny wyrzucił mi filmiki z Kasią na liście z boku, klikłam i zaczęłam słuchać przy wkładaniu kart.
I EUREKA. Idealnie dla mnie. Bycie kobietą, akceptacja samej siebie, swego ciała, miłość romantyczna wbita do głowy przez społeczeństwo, zakuta w dodatku w pas cnoty :-)
A prawdziwym przyczynkiem do tego posta jest komentarz gdzieś tam, który wypłynął z czeluści internetu i który dźwięczał mi w głowie jak dzwon, i dziubał przez kilka dni: wychowałam moją córkę dobrze, nie puszcza się na lewo i prawo...
No cóż, Kasia na to odpowiedziała: PUSZCZAJCIE SIĘ DZIEWCZYNY, PUSZCZAJCIE SIĘ NA WSZYSTKIE MOŻLIWE SPOSOBY :-)
A z własnego doświadczenia powiem, że sposobów jest mnóstwo i jest kupa frajdy przy tym. Można zacząć od puszczenia starych przekonań.
Poinformowałam Męża, że jestem puszczalska :-)
Ucieszył się :-)
A tu filmik z Kasią Miller :-) Enjoy :-)
Ps. Każdą książkę Kasi Miller warto przeczytać. Ja aktualnie czytam: Kup kochance męża kwiaty; tak na wszelki wypadek, jakby chciał też być puszczalski ;-)
Pozdrawiam Wszechświecie, przyjemnie puszczalska Prowincjonalna Bibliotekarka ;-)
Oj, gadane dni są u mnie codziennie, dopiero co spisałam kilka ciekawych dialogów, które wkrótce chcę zamieścić... cóż podstawówka ma swoje prawa, dzieciaki szukają kontaktu, nauczyciele chcą sie wyżalić, jak w maglu:-)
OdpowiedzUsuńWielu ludzi w głowach nie to co trzeba widocznie nie tego radia słuchają.
Dziwię się młodym ludziom, którzy czekają z seksem do ślubu (bo są jeszcze tacy), a co jeśli nie dopasują się nigdy? Tragedia nie tylko alkowy...
Prawda, że biblioteki to magiczne miejsca? Choc przyznam, że nasza szkolna to akurat nie. Zdecydowanie nie. Marnie jest. Nauczyciele tam dorabiają sobie do godzin. Ale generalnie to magiczne :-) Ja nie mam telewizora od dwóch lat, radia żadnego nie słucham, może chodzi o to by właśnie nie słuchać z zewnatrz, a zacząć słuchać siebie? Zrobiono z sexu, miłości, spraw ciała tabu. W jakim celu? Wydaje mi się, że w celu kontroli nad nami. Każdy chce rzędu dusz do zabawy. Władza jest jak sex :-) Ech, ciężko przez te programy się przebic Jotko, ale się da :-)
UsuńOj to ja splonelam na stosie już na wstepie jeśli chodzi o jakieś koscielne tematy :) dziecko nieochrzczone bo od bierzmowania mnie nie widzieli ;D sam sobie będzie wybierał jeśli będzie miał ochotę.
OdpowiedzUsuńJa tam bzdury mówiłam typu zmuszanie a oszukalam mamę, a costam bo w sumie nie miałam poczucia jakich grzechow XD a potem mnie nie widzieli.
Oj... Ja mam druga młodość z czytaniem. Porzucam wszystko wieczorem i czytam. :)
Czytasz Anię :-) Zaglądam, choć nie komentuję :-) Anię kocham, przeczytałam może z 20 razy. A serial na netflixie jest świetny. Ten Mateusz :-)
UsuńWiesz, ja trochę starsza jestem, w tamtych czasach, na wsiach jeszcze dodatku, ciężko było nie ulec programowaniu. Nie było altenatywy. Teraz nawet w moim małym miasteczku gdzie jest kuria, matki mają odwagę wypisać dziecko z religii, coś się zmienia. I dobrze. Tak powinno być. Jak coś nie dziala, trzeba próbować inaczej.
Tak serial jest genialny! :) mam nadzieje ze poprowadzą A nie przez wszystkie te części...
UsuńKażdy mąż by się ucieszył. Sprawmy mężowi uciechę ;)
OdpowiedzUsuńAbsolutnie, mąż zadowolony, milszy dla żony ;-)
UsuńPamiętam jako młode dziewcze pojechałam z mamą do Częstochowy, kiedy moja mama poszła do spowiedzi to ksiądz który ją spowiadał mrugał do mnie okiem. Oburzenie mamy kiedy nie chciałam pojść do niego do spowiedzi, pamiętam do dziś.
OdpowiedzUsuńPóźniej kiedy wychodziłyśmy podszedł do nas i wcisnął mi w rękę kartkę z numerem telefonu.
Takie mam wspomnienia z wizyty w Częstochowie.
Kasię Miller uwielbiam:)
Dodam tylko, że burzenie mamy wynikało z tego, że nie chciałam iść do spowiedzi, o mruganieu okiem przez księdza dowiedziała się później.
UsuńSzkoda, że nie dałaś jej numeru telefonu, ciekwie by było jakby zadzwoniła :-) Ot widzisz, doświadzenia życiowe. Ale ja temu tłukowi w konfesjonale to nawet wdzięczna jestem teraz. Lekcja była przykra, ale pokazała mi inną perspektywę, co dało w końcu dobre owoce :-)
UsuńO dawaniu telefonu dziecku to już nie wspomnę. Wszyscy wiemy co się działo i dzieje. Może teraz po Klerze, po filmie Sekielskiego coś w tym się zadzieje, bo w końcu musi. Ale ten beton to kruszy się wolno. Wielu dobrych ludzi odwraca głowy, a to przecież ci niby-wierni powinni porządek robić w swoim Domu.
Fajnie, że się odezwałaś, miłego dnia. Kasia Miller rządzi ;-)
Sześć lat pracowałam w bibliotece technicznej i czułam się cały czas jak w klubo-kawiarni, bo ciągle ktoś przychodził na pogaduchy.Czajnik elektryczny w naszym pokoju (byłyśmy we dwie) miał ciężki żywot i z reguły krótki, ciągle wodę gotował.
OdpowiedzUsuńKrzywią nas w dzieciństwie, głupoty wmawiają, a potem płacz i zgrzytanie zębów gdy młody człowiek wpada co i rusz w deprechę, robi sznyty a czasem popełnia samobójstwo.Do tego szkoła nie uczy samodzielnego myślenia.
Ksiądz nie ma prawa nie dać rozgrzeszenia- to nie on jest sędzią ostatecznym. Sukienkowy facet może tylko nałożyć pokutę. Stosunek kościoła do kobiet jest wynikiem wprowadzenia celibatu.
Żaden Bóg nie wymagał by ksiądz żył w celibacie.Celibat był i jest ochroną dóbr kościelnych. I trzeba o tym mówić głośno i otwartym tekstem. Bóg ogólnie niewiele poświęceń od ludzi wymagał- głównie to, by siebie wzajemnie szanowali i żyli etycznie nie stosując wobec siebie przemocy. Cała reszta to wymysły ludzi, którzy stali na pozycji pośrednika pomiędzy Bogiem a ludźmi i czerpali z tej pozycji profity.
Gdy byłam dzieckiem tłumaczono mi, że każda modlitwa ma być dziękczynieniem a nie prośbami do Boga, który sam wie co dla nas najlepsze i nami kieruje.I to słyszałam na lekcjach religii , które wtedy były tylko w kościele. I nie słyszałam by Bóg się gniewał gdy coś robimy źle, ale że się smuci.
I po latach jestem wdzięczna tamtemu zespołowi ludzi (jezuici), że nie nakotłowali "mojemu rocznikowi" szykowanemu do I Komunii głupot w głowie.
Miłego;)
Ksiądz ma nad każdym tyle władzy, na ile mu ktoś pozwoli. A ludzie czasem pozwalają duuużo. Dzieci to już w ogóle nie mają szans. Są bezbronne wobec tego co im się do głów ładuje. Mogą to odkręcić dopiero w dorosłości, przez właśnie trudne lekcje i krytyczne myślenie. Coś co wywoła dysonans poznawczy i zmusi do wyboru. Pasuje, czy nie. Mnie ruszyło, że dwóch ledwie opierzonych smarków, dyskutuje nad takimi rzeczami. Podpierając się, że bóg ich namaścił i mają prawo. Ale z drugiej strony, ludzie się godzą na takie coś. Widocznie im do czegoś potrzebne. Tylko krowa nie zmienia poglądów, a i to nie jestem pewna, nie rozmawiałyśmy :-) Zawsze można wziąć odpowiedzialność za swoje życie w swoje ręce. No chyba,że ktoś woli inaczej. Smutnego boga nie widziałam, ale moja mama fajnie manipulowała mną za pomocą smutku. Zawsze czułam się winna. Pracuję nad tym :-) Lepiej późno niż wcale :-)
UsuńI całe szczęście, że pracujesz nad tym. A rozmawiałaś kiedyś w dorosłym życiu o tym ze swą mamą?
UsuńBo ja "rozliczyłam" się ze swoją i to była nasza ostatnia rozmowa.Dosłownie. W 15 lat później umarła. Z ojcem nie zdążyłam- umarł nagle, bardzo młodo.
Katolicyzm odpowiada wielu osobom głównie dlatego, że z założenia zwalnia ich od odpowiedzialności za swe złe czyny-ktoś coś źle zrobi i zaraz mówi "Bóg tak chciał" a ja słaby jestem. No to leci do spowiedzi,,odklepie sto "zdrowasiek" i sprawa załatwiona.I robi dalej to samo;) Pod tym względem jest lepiej u protestantów- zrobiłeś komuś świństwo- musisz je naprawić.Modlitwa nie pomoże.
Miłego;)
Moja mama nadal stosuje te same triki, ale rozmowy nie przeprowadzimy. Bo ona nie chce o tym mówić. I ja nie wiem, czy potrzebujemy. Ona się nie zmieni. Ja mogę zrozumieć, czemu tak reaguję i zmienić to. I staram się to ogarnąć. Nie wykluczam, że może kiedyś, będę gotowa i będę potrzebować takiej konfrontacji. Z ojcem pożegnałam się też bez słów, w zasadzie. Nigdy nie rozmawialiśmy, bo on nie potrafił. Ale towarzyszyłam mu w chorobie, pomogłam jak umiałam. I ułożyły się moje uczucia. Radzę tam niżej Oli stwardnieć, ale ta rada jest też dla mnie :-)
UsuńCo do katolików masz absolutną rację. Tam zawsze ktoś jest winny, ale ma dobrą wymówkę i tak siedzą i czekają na Godota :-)
Lubiłam te pogaduchy z ludźmi w biliotece. Czasem mi tego brakuje. Natomiast wcale nie brakuje mi kontaktu z kościołem oraz jego sługami. Mam kilka przykrych w pamięci. Ostatnie dwa lata temu, jak chowaliśmy mamę i nie chcielismy tego robic w naszej parafii, ale w innej. O, ile sie nasłuchałam!Że mama do koscioła nie chodziła a jeśli nie mogła, bo chora ,to trzeba było ksiedza do domu sprowadzic, z sakramentem chorych. I że po kolędzie w ostatnich latach nie był przyjmowany. Ksiadz jak biznesmen - wyniosły, zarozumiały,wypomadowany, złoty zegarek, wypielęgnowane paznokietki. Ja pólprzytomna, zapłakana po śmierci ukochanej mamy, nie chcę nic tylko skonczyc to jak najszybciej a on mi wykłady robi. W koncu odesłał mnie z kwitkiem i powiedział, że od ręki zezwolenia na pochówek w innej parafii nie da. Mam przyjsc nazajutrz. Nazajutrz dał mi juz bez gadania.Ale popatrzył na mnie z taką niechecią, taka pogardą, jakby był jakimś udzielnym ksieciem co najmniej. W innej sytuacji zabolało by mnie to bardzo, ale wtedy przepełniał mnie inny ból a inne nie miały dostępu jako nieistotne. Dobrze by było, gdyby to nieprzejmowanie nieistotnosciami mi zostało. Niestety, wróciło, bo człowiek miał i nadal ma taka cienką jak pergamin skórę i wszystko zbyt łatwo przenika...
OdpowiedzUsuńBardzo ci Olu współczuję. Kiedy we wrześniu grzebaliśmy tatę, nie padło ani jedno słowo współodczuwania. Twarde interesy. To tak, to tak. Biznes. 1000 zł. Ja, kiedy usłyszałam o cywilnych pogrzebach z Mistrzem ceremoni aż się ucieszyłam. Nie żebym się gdzieś wybierała, ale jest alternatywa, to bardzo fajne. Dajemy tym ludziom władzę nad sobą, a oni robią co chcą. Czas przestać. Zobaczyć niebo nad sobą, zobaczyć boga w zielonym listku, w swoim sercu, w swoich marzeniach, wszędzie. Tak po prostu. To całkowicie wystarcza. I jednak lepiej się trochę utwardzić Ola, to nic złego, to bardzo dobre dla nas :-)
Usuń@ Oleńko, współczuję. Przeszłam podobne traktowanie przez księdza, tyle, że w innej sytuacji niż Ty.
Usuń@ Aniu, Olu. Jako dziecko panicznie bałam się księży, jakimś szóstym zmysłem wyczuwałam, że coś jest z nimi nie tak. Tak było do momentu "dziwnego" zachowania księdza w trakcie mojej spowiedzi przedmałżeńskiej. Napiszę tylko tyle (więcej nie jestem w stanie), że wyszłam po spowiedzi czerwona jak burak i zapytana przez świadkową o przyczynę, nie wytrzymałam i opowiedziałam co się stało. Świadek i mój przyszły mąż z trudem zostali przeze mnie i świadkową spacyfikowani. Gdyby nie to, to z księdza zostałaby mokra plama, a oni zamiast do ślubu, szykowaliby się za kratki. To wtedy rąbnęło mnie w czoło zrozumienie, że ksiądz to mężczyzna i to ze sporym libido, którego wyświęcenie na księdza bynajmniej nie umniejsza ani nie pozbawia.
Dawno już wzięłam rozbrat z kk. Kiedy chowaliśmy ojca myślałam o tym, że wolałabym pogrzeb cywilny z mistrzem ceremonii. Ale to bardziej z powodu przekonań niż z powodu księdza, bo ten akurat był w porządku, tylko kieszenie na pieniądze miał dość przepastne. No i patrz Aniu, wreszcie jest wybór.
Marytko, jest napewno wiele, wiele takich histori, nadal. Tylko mało kto o tym mówi. Gdyby ludzie nauczyli się ze sobą rozmawiać, gdyby przełamali lęk wdrukowany im w dzieciństwie, przestali myśleć, że na to zasługują...posypałoby się. To się działo i dzieje. Bo POZWALAMY. Nawet taki gej, choć wie, że ta instytucja go nie kocha i nie chce, pcha się tam po upokorzenie, bo myśli, że nie ma innej opcji. MA, sama wiesz, że ma. Nikt mu nie da akceptacji, musi to zrobic sam, własnorozumnie :-)
UsuńPowolutk się zmienia, pogrzeb cywilny to taka jaskółka niosąca wiosne. Mam nadzieję, że ludzie powolutku będą brali życie w swoje ręce, będą odzyskiwali swój osobisty kontakt z bogiem i żyli lepiej. Kiedy się siebie kocha i akceptuje, kocha się i akceptuje innych. Nie ma innej drogi chyba. Ta, Marytko, jest WYBÓR :-)
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1633679696731605&id=136232306476359&__tn__=K-R
Usuńnie wiem czy będziecie mogły tam zajrzeć. Małgorzata Kalicinska w ciekawy i prosty sposób opisała pochówek swojego brata:
cytat:
Wprowadziłam na mój profil bardzo prywatna sprawę - odejście mojego brata i zrobiłam to z rozmysłem, żeby pokazać świecki styl pochówku, pokazać jak to zrobić i ośmielić tych, którzy mają problem: "chciałabym, ale czy to wypada?".
Znam wiele osób, które już nie są "uwiązane" do kościoła na tyle żeby chcieć nadal tkwić w systemie, z którym już im nie po drodze, ale tkwią "no, bo jak inaczej ślubować, albo grzebać"?
jesli któraś chciałaby przeczytać całość a nie ma konta, to podeślę kopię, lub zamieszczę na kilka dni u mnie.
też się ucieszyła, ze taki mądry tekst o pochówkach bez kk powstał.
Super !!!! polubiłam profil :-)
UsuńAlis umieść u siebie, niech idzie w świat!
UsuńPodpisuję się pod Anią! Dziękuję Alis:-)*
UsuńNosimy a często dzwigamy tyle niepotrzebnych schematów,ktory minas obarczono,że aż do Ziemi nas często przygniatają a tu trzeba to wszystko strezpać i wyprostowaną stanąć przed lustrem,nie ważne ile mając kilogramów..Pozdrawiam ale i cudnie wspierającego męża:):)
OdpowiedzUsuńZ kilogramami się godzę :-) Już :-) Strzepuję co raz, kręgosłup normalnie ozdrowiał, piszę to całkiem serio. Przekażę mężowi, fakt, ciężko mu było, ale stanął na wysokości zadania i ramię w ramię przechodzimy etap liceum. Nawet już może studia zaliczamy? Miłego dnia Pat :-)
UsuńŻyczę Wam abyście dalej tak fajnie się wspierali...Czasami trzeba cofnąc się aby zacząć:):)
UsuńMiłego nawazajem:):)
i Do miłego:):)
Też byłam przed maturą (w stanie wojennym) w Częstochowie, ale na szczęście nie przyszło mi do głowy iść i się spowiadać. Widocznie założyłam, że i tak nic dobrego z tego nie wyniknie, tym bardziej że zamiast modłów na kolanach szukałam scen z filmu Potop i pozwoliłam zaszaleć wyobraźni:). Od 2 klasy szkoły średniej nie chodziłam na religię, a ostatnie moje świadectwo nie jednego by zszokowało. Uczył nas wtedy bardzo głupi ksiądz i był to dla mnie kompletnie zmarnowany czas. Rodzice zaakceptowali moją decyzję, za co jestem (i byłam) im bardzo wdzięczna. Na wsi nikt nie jest anonimowy i każdy wie (albo mu się wydaje, że wie) o każdym wszystko. Żeby iść swoją drogą potrzeba odwagi, ale żeby pozwolić dzieciom na ten krok potrzeba bardzo wielkiej odwagi :)
OdpowiedzUsuńByłaś mądrzejsza ode mnie :-) A rodzice, super. Naprawdę odważni, faktycznie na wsi i w małych miasteczkach kontrola społeczna i monitoring 24/24. Ciężko się wyłamać, tym bardziej podziwiam i ja :-)
OdpowiedzUsuńChyba wszystkich się woziło do Częstochowy przed maturą...nadal to robią? Muszę popytać.
robią, tylko jak kogoś nie stać to nie jedzie, i widzisz omija go może takie doświadczenie....
UsuńNapiszę jak wrócę do żywych. Dobry tekst.
OdpowiedzUsuńOk, mam nadzieję, że kota już lepiej. Trzymam kciuki.
UsuńLunko co z kicia? Też się martwimy! ❤️
UsuńDziewczyny, wzruszyłam się. Nie wiem na czym stoję. W poniedziałek robimy konkretne badania.
UsuńLuna, trzymaj się kobitko i wspieram cię jak mogę :-) dawaj znaki co tam, nawet dymne :-)
UsuńNam tez dawaj znaki albo tu pisz zajrzę to się dowiem. Jakie badania tak w ogóle? Bo ja chyba przespalam co si3 dzi3je z kicia. Kciuki! 💕💕💕
UsuńNo, jestem, rosół się gotuje, mięso na gulasz rozmraża... Antek jojczy a Keira na razie grzecznie udaje zdrową. Ciapek się prosi o pieszczoty, normalny piątek. Ale do rzeczy.
OdpowiedzUsuńNa temat kościoła i jego reprezentantów nie wypowiem się bo jedyne co mi się na usta ciście to "kurestwo i hipokryzja".
Kasia Miller. Zajebista babka, mądrze mówi, chociaż czasem miałam małe zastrzeżenia, puszczałam mimo uszu. Co do jej ewidentnej tuszy to mam wrażenie, że teraz odrabia jakaś lekcję, i że robi to dobrze, w następnym życiu będzie laską 10/10. Mam mieszane uczucia na temat bycia zołzą, może czasem trzeba trochę zołzowatości, ale nie za wiele, jednak manipulowanie wpisane w ten styl nie jest autentycznym byciem ze sobą w zgodzie.
Wiesz, ja też mam swoje przemyślenia, ale Kasia ma rację ogólnie. Nie wszystko mi pasuje, ale 90% to moje jest. Zołzowatość w formie stawiana granic, czy bycia przy sobie, czy też jako sposób by dostać co się potrzebuje, to tylko narzędzie :-) Tak trochę z przymrużeniem oka. Bo jak masz tego świadomość, to nie jest zołzowatość, ale jak sposób życia, to już jest. Ja bywam zołzą, ale nią nie jestem ;-) I czasem manipuluję, no zdarza się. Ale jak to widzę, to ok. Kiedyś bym poprawiała się i poprawiała, a teraz pozwalam. Bo mama moja, mistrz manipulacji, mnie nauczyła, używałam nieświadomie długo, teraz używam świadomie :-) I co ciekawe, jak nieświadomie to mi nie służyło, a jak świadomie, służy. Bo nie każda manipulacja jest zła. A serce otwarte na oścież zaprasza wszystkich, także tych co jednak będą chcieli kawałek wykroić dla siebie. I w tym sensie, jestem ze sobą w zgodzie :-)
UsuńPiątek znaczy masz normalny, Keira mam nadzieję, utrzyma ten stan. Trzymam kciuki za diagnozę i szybkie wyleczenie łagodnej dolegliwości.
A Kasia faktyczne z podniesioną głową idzie przez życie, autentycznie :-)
Aniu Jesteś Wielka, a tekst wspaniały :)))))))
OdpowiedzUsuńI mnie dane było doświadczyć obsobaczenia,upokorzenia i wpędzenia w poczucie winy podczas spowiedzi generalnej! a wszystko to przed zawarciem zwiĄzku małżowinowego! I wtedy oczy mnie sie otwarły i powiedziałam sobie NIGDY WIĘCEJ... :))
Otóż totuż, oświecenie czasem bolesne jest, ale jak zaświeci po oczach, to jaśniej widać. Życie pisze teksty, tak patrzyłam na tego młodego księdza, którego znam od dzieciaka, i myślałam: jakie to głupie, on wogóle nie ma pojęcia na jakim świecie żyje, a pójdzie do konfesjonału i będzie ludziom sądy urządzał. Ech...ale komplement do koszyczka biorę :-) I dziękuję :-)
Usuńty sobie to przepisuj i faktycznie do koszyczka/słoiczka/ puszeczki/wazonika/ wrzucaj. Wiele nas może nie jest, ale Twoje przemyslenia i tak dostepnie opisane podobają się blogowym gościom. Uśmiechy Wam zostawiam MM i AB. i pewnie już trochę świątecznych życzeń, bo nawet bez kk mogą swiąteczne magiczne szczęśliwe i zdrowe dni grudniowe być. Już teraz myślę, że nawet bez KK mozna te dni traktować świątecznie....
UsuńŻyczenia też biorę :-) Do koszyczka. Nie musi być dużo gości, jakość ważna! Poza tym jak tak się napisze, do do mnie samej bardziej dociera.
UsuńBez kk święta są jakby magiczniejsze nawet, przynajmniej w moim wypadku. Są bardziej moje, bardziej rodzinne, bardziej osobiste. Spersonalizowane bym rzekła.
Ech, wszechświecie... z puszczaniem coraz gorzej, chociaż trzymać się trzymam...
OdpowiedzUsuń:-) to się trzymaj i puszczaj kiedy tylko jest sposobność ;-)
UsuńPrzypomniałaś mi koszmar mojej komunii świętej... To jak za wszelką cenę starałam wyobrazić sobie boga. Byłam przerażona, byłam przecież wcielonym złem. Miałam pewność, że jak go sobie wyobrażę, on zaistnieje - będzie przy mnie. Rzadko mówiłam do niego ( nie byłam godna ) , jako dziecko wiedziałam i czułam, że mam kogoś innego przy sobie, kogoś kto mnie chronił? Czasem myślę, że to dziadek... Tata mamy. Teraz kiedy odzyskałam wolność i dialog z tym co mnie otacza, wiem, że nie muszę już udowadniać sobie i nikomu, kim jestem i w co wierzę. Puszczam się ile wlezie i nie przestanę ;)
OdpowiedzUsuńDziadek :-) To możliwe. Popatrz jak opresyjne przeżycia nam kk zafundował. Myślę, że nie tylko nam. Ech, gdyby ludzie odważyli się popuszczać, ile historii wypłynęłoby na wierzch. Staw by się oczyścił :-)
UsuńCóż każdy w swoim czasie, a może w kolejnym ;)
Usuńzastanawiające jest, że film pokazujący piękno nagiego ciała jest od osiemnastu lat, a mordowanie ludzi od 16, lub nawet 12. W kreskówkach zresztą trup ściele się gęściej niż na chińskich filmach karate.
OdpowiedzUsuńmoże faktycznie powinno się taką prawdę głosić powszechnie i wyraźnie, żeby coś zmienić? miłość mniej szkód robi od nienawiści.
Zauważyłeś ;-) Tak właśnie jest. Radość z cieszenia się swoim ciałem zawstydzana i zabijana jest w naszej kulturze nadal bardzo szybko. A najbardziej wrażliwe uczucia, pod najwiekszą ochroną, są te tzw. religijne. Z innymi hulaj dusza, obrażajcie ile wlezie. A gdyby tak nie? Gdyby inaczej?
Usuńciałem ludzkim jestem zachwycony - jego doskonałością i konstrukcją - na każdą okazję. najlepszy ciuszek na świecie, który się nie psuje tak szybko. i pomyśleć, że są tacy, którzy własnego ciała nawet nie widują, bo wstydzą się przed samym sobą. okropne.
UsuńWitaj adwentowo
OdpowiedzUsuńPrzez ten wyjazd do Pragi na tydzień oderwałam się od naszej polskiej rzeczywistości, a po powrocie było tyle spraw do ogarnięcia. Dopiero od wczoraj wędruję po wirtualnym świecie. Cóż jednak mam nowego napisać? Spowiedź od zawsze była dla mnie dużym problemem. I nadal uważam, że powinna być tylko powszechna.Taka indywidualna, to....
Narzekanie jednak nic nie da, chociaż bym się zbuntowała na naszą rzeczywistość.
Ale mamy adwent. Może w tym roku uda się nam trochę zwolnić i poświętować?
Ty także zwolnij i naciesz się przedświąteczną atmosferą.
Pozdrawiam ciepłym światełkiem kolejnej adwentowej świecy
No cóż Ismeno, każdy wybiera sam. Ja się cieszę światłem świec, adwent nic dla mnie nie znaczy poprostu. Lubię patrzeć na płomień, bo jest płomieniem, taki atawwizm, zaspis w duszy z pradziejow ;-)
OdpowiedzUsuńO tak. Ja lubię sobie na tv włączyć z youtuba taki kominek z muzyką rlaksacyjną. Polecam
UsuńJestem wdzięczna rodzicom za to,że byli letnio nastawieni do kk .Ojciec nawet księdza woził po kolędzie i do kościoła się od czasu do czasu chodziło. Ale łaski wiary we mnie nie zaszczepili,dzięki czemu chociaż jednej traumy w życiu uniknełam.
OdpowiedzUsuńNa terapię poszłam dawno temu,bo w moim małżeństwie nic nie funkcjonowało . Najlepszą książką,która mnie oświecila była dla mnie Przebudzenie A. De Mello.
A tak myślę ,kleryk jest zwyczjnie gejem i bije się z myślami.
Brawo Iwa :-) Właśnie tak jest. Z różnych powodów wybiera się seminarium, czasem, żeby uciec i coś wyprzeć. Długa droga przed nim. Łaska wiary to taka klatka, z małpkami, pisałam o tym w Małpim życiu na planecie. Przebudzenie de Mello znam, rzuciłam nim nawet o ścianę, ale wróciłam do niego, jak już zajarzyłam o co biega. Ta planeta to jednak Psychiatryk Wszechświata :-) Mam nadzieję odbyć kurację i już tu nie wracać.
UsuńBardzo fajnie, że zajrzałaś, masz dziewczyno intuicję :-)
faktycznie Iwa, możesz mieć rację, tylko czytając tekst AB nieliczni mogli to wyłapać. Potwierdzam ciesz się dobrą intuicja :) pozdrawiam Dzifffczynki
UsuńDzieeeefffczynki miało być, ah ta klawiatura. Buraka strzeliłam :D
UsuńDziwczynki tesz może być :-) w końcu puszczamy się radośnie !
Usuńkiedyś trafiłam na tekst:
OdpowiedzUsuńpomyśl, że ten kto walczy z tobą, zawsze wzmacnia twoje siły i doskonali twoje umiejętności. Twój przeciwnik jest więc w końcu twoim najlepszym pomocnikiem
tak mi się skojarzyło z tym spowiednikiem. Trudno trafić na osobę mądrą
ąJa już teraz lubię nawet tzw. złych księży ;-) robią dobrą robotę, otwierają oczy ludziom! Różni nauczyciele się trafiają :-)
UsuńSzczęśliwie nie mam jakichś traumatycznych przeżyć, którymi mogłabym nawiązać do głównego tematu. Ale taką mam myśl od pewnego czasu, że trzeba by zrobić jakąś narodową akcję w celu przywrócenia sensu spowiedzi powszechnej w polskim kk. Niedawno rozmawialiśmy o tym w grupie znajomych mieszkających w różnych państwach UE (konkretnie Niemcy, Francja i Włochy) i tam nie ma czegoś takiego jak szeptanie księdzu do ucha o swoich intymnych sprawach czy innych grzesznych postępkach. Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu - tak przecież mówimy! Warunkiem odpuszczenia jest rachunek sumienia, żal za grzechy, mocne postanowienie poprawy. A nie opowiadanie o tym księdzu.
OdpowiedzUsuńA w temacie jak ksiądz potrafi podciąć gałąź na której siedzi to ubawiła mnie niedawna przygoda pewnej znajomej starszej pani, którą ksiądz obsobaczył przy spowiedzi, że za rzadko (tzn. 3 razy w roku) do niej chodzi i dlatego nie pamięta grzechów (za mało mu opowiedziała, nie miał się czym nasycić prawdopodobnie). Za karę (!!!) kazał jej chodzić do spowiedzi co miesiąc. Przeżyła to strasznie, bo kobieta faktycznie spokojna i nikomu nie wadząca, a tu awantura w konfesjonale! I po przemyśleniu sprawy postanowiła po prostu więcej do spowiedzi nie chodzić, w czym utwierdziło ją jeszcze moje wyjaśnienie, że taka spowiedź u księdza jest wymysłem księży niektórych nacji, mającym na celu trzymanie wiernych za ryj. I tak została "nawrócona" po 80 latach chodzenia do spowiedzi. Na naukę nigdy nie jest za późno :). Ale mówię serio: trzeba się jakoś zorganizować i ucywilizować spowiedź w polskim kk. Największy problem mają wierzący ale niekościółkowi,którzy chcieliby jednak korzystać z sakramentów takich jak chrzest, komunia itp. Wielu księży odmawia, bo nie wyspowiadali się księdzu do ucha. Zabawna jest też historia z pochówkiem, bo przecież ostatnim z sakramentów jest ostatnie namaszczenie, a nie pokropienie ziemi czy nagrobka. A ludzie przeżywają, że bez pokropienia to niekatolicki pogrzeb i chodzą do spowiedzi, żeby ich nie pochowano w niepokropionej ziemi... Temat bez końca...
O masz... dopiero po opublikowaniu zobaczyłam ile mi tego wyszło, a tak się streszczałam...
UsuńUbawiła mnie historia o starszej pani :-) Świetne. Ja osobiście nie potrzebuję już żadnej religii, mam swoje przemyślenia i czucie, to mi wystarcza. Ale faktycznie kk powinien się trochę zreformować i być bardziej przyjaznym dla użytkowników. Tylko wiesz, nikt nikogo nie zmusza, jak nie pasuje, można sobie wyjść, znaleźć coś innego, trochę poszukać :-) No chyba, że ktoś mimo wszystko chce tam siedzieć, to wtedy albo bierze to co mu dają, albo burzy się i chce reform. Wolna wola. Ja uważam, że po tym wszystkim co pokazał film Kler i co my wiemy tak naprawdę o tym, co tam się dzieje, owieczki powinny zrobić porządek z wilkami. Bo poziom hipokryzji i obłudy sięgnął zenitu. Ja nie dzielę na instytucję i resztę. To całość. Wspierajcy się system. I my wybieramy, czy chcemy w tym żyć, czy nie. Ostatecznie jest to indywdualna decyzja, tak jak wszystko, choć bardzo chcielibyśmy myśleć, że nie ;-)
UsuńFajnie, że wpadłaś :-)
Wpadam często, ale poruszasz takie tematy, że z braku czasu na rozpisywanie się pozostaję cichym czytelnikiem :).
UsuńCo do religii - po różnych eksperymentach poukładałam to sobie też po swojemu, do świątyni jeśli chodzę to nie na mszę a żeby sobie pozwiedzać albo czasem przemyśleć, a na pewno nie żeby słuchać co ma do powiedzenia facet w sutannie.
Dzielenie na instytucję i resztę jest oczywiście bez sensu, tak jak w przypadku sporów o sądy i konstytucję. To nasza wspólna sprawa. Sądy i konstytucja to sprawa obywateli, a porządek i obrządek kościelny to sprawa członków wspólnoty, czyli wierzących. Zgadzam się z tym, co piszesz, że trzeba albo brać co dają jeśli się to akceptuje, a jeśli nie - to wyjść albo próbować rozwalić system. Ja chyba na razie siedzę w okopach :).
Uśmiałam się z rana :-) Był czas kiedy siedziałam w okopach :-) Niedługo wyjdziesz, świadomie bardzo piszesz o wszystkim. A jak wyjdziesz z intencją, żeby poznać boga lepiej, Wszechświat podsunie ci okruszki :-) Tak u mnie było, ale, ode mnie tylko zależało, czy pójdę za nimi. Poszłam, nie żałuję. Wpadaj, sporo jest takich cichych czytaczy, po statystykach widzę. No, ale piszę, żeby się wygadać, to się wygaduję. Bo w realu to słabo, właściwie nikt nie wytrzymuje ze mną, gdzy zaczynam gadać o tym co piszę ;-) Tylko Wszechświat :-) Miłego dnia .
UsuńZ tą Częstochową to ty nie pierwsza i nie ostatnia :) a biblioteki to faktycznie magiczne miejsca, a także moje pierwsze miejsce pracy do którego pałam wielkim sentymentem! :)
OdpowiedzUsuńDobrą robotę tam robią, otwierają oczy za pomocą kopa w zadek :-) W sumie, jak nic innego nie działa :-) Choć wiekszość niestety, pójdzie po jeszcze, zamiast zastanowić się, czy aby wszystko w porządku i czy tak powinno być. Katolicy mają wbite do głowy męczennictwo, strach i autoagresję, ciężkie rzeczy do przepracowania. I w dodatku słabo widzoczne, przykryte.
UsuńBiblioteki to dobre miejsca do życia i wygadania się. A książka to też lustro i nauczyciel ;-) Miłego dnia Agnieszko ;-)
"wychowałam moją córkę dobrze, nie puszcza się na lewo i prawo..." no proszę ot rodzic! Bardzo ciekawy post, a jak ciekawy, to to, że jest długi naprawdę nie ma znaczenia :) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDuma matczyna różnie się przejawia ;-) A to długi post był? Bo wiesz, ja bibliotekarką jestem, duuuużo czytam, to miary nie mam :-D
OdpowiedzUsuńI ja pozdrawiam Iva.
No i nie miej tej miary 😊 pomyślności w 2019 roku!
Usuń